Wzywający chciał przejąć ponad 7,5 mln akcji, czyli 24,99% kapitału i głosów na walnym zgromadzeniu NFI. Określił jednak minimalny próg, od przekroczenia którego uzależnił dojście operacji do skutku - 6,9 mln walorów (prawie 23%). Tyle papierów udało mu się zgromadzić - twierdzą nasi informatorzy. Nie wykluczają przy tym, że Be4 kupiło cały planowany pakiet. W planach białostockiej firmy jest zwiększenie zaangażowania do 49,9%.

Inwestor zaproponował 1,84 zł za akcję. Oferta zawierała więc około 20-proc. premię w stosunku do minimalnej ceny przewidzianej w Prawie o publicznym obrocie (średni kurs z sześciu miesięcy poprzedzających wezwanie). Wczoraj kurs NFI wyniósł 1,8 zł.

Be4 to firma utworzona w celu zakupu akcji "Siódemki" Jej prezesem i głównym udziałowcem jest Adam Michoń. Wśród udziałowców jest również Piotr Adamczyk, prezes 7 NFI. Inwestor sfinansował wezwanie środkami własnymi, wniesionymi na pokrycie kapitału, i kredytem. Nie ujawnił planów wobec funduszu, ale prezes Michoń w wywiadzie dla PARKIETU zapewnił, że "likwidacja nie jest jedynym wyjściem".

Nie wiadomo, kto sprzedawał akcje w wezwaniu. W ostatnim walnym spółki, które miało miejsce we wrześniu, brało udział kilku dużych inwestorów. Chodzi o Zachodni NFI, firmę Dekato należącą do grupy wzajemnie powiązanych kapitałowo narodowych funduszy inwestycyjnych (7 NFI oraz Zachodni i Foksal), Skarb Państwa oraz warszawską spółkę Sykstus (dawniej Unillo). Każdy ma od 7,5 do 13% kapitału NFI. Osiągnięcie minimalnego progu przez inwestora gwarantował udział w wezwaniu dwóch dużych udziałowców, np. Zachodniego i Dekato. Prawie 25% własnych akcji ma także "Siódemka". Najprawdopodobniej nie odpowiadała na wezwanie. Zachowanie przez nią akcji ułatwia Be4 uzyskanie kontroli nad NFI.