Reklama

Przestrzelone prognozy

Fundusze obligacji nie osiągną zakładanych na ten rok stóp zwrotu - ostrzegają przedstawiciele TFI. W styczniu prognozowali, że na inwestycjach w papiery dłużne będzie można zarobić ok. 6-8%. Dlaczego te prognozy się nie sprawdziły? "Ożywienie gospodarcze na świecie niespodziewanie przybrało na sile, a stan finansów publicznych w Polsce dramatycznie się pogorszył" - odpowiadają zarządzający funduszami.

Publikacja: 15.10.2003 09:41

Fundusze obligacji zarobiły od początku roku (dane do 13.09) od niespełna 1,6% do blisko 4,5% (wyjątkiem jest SEB2, który zyskał ponad 7%; jego strategia inwestycyjna różni się jednak od tradycyjnych podmiotów obligacyjnych). Jakie są szanse na to, aby do grudnia ich stopy zwrotu zwiększyły się przynajmniej do 6%?

- Niewielkie - mówi Tomasz Białas, zarządzający funduszami GTFI. - Może się to udać tylko pojedynczym podmiotom - twierdzi Tomasz Stadnik, odpowiedzialny za inwestycje funduszy dłużnych PKO/Credit Suisse TFI. Według specjalistów, do końca roku wyniki mogą się poprawić jeszcze o ok. 1 pkt proc.

Gospodarka ruszyła

Powodem niskich zysków jest utrzymująca się od połowy roku dekoniunktura na rynku papierów dłużnych. Dlaczego zarządzający jej nie przewidzieli? - Niespodziewanie zmieniła się sytuacja makroekonomiczna na świecie. Wzrost gospodarczy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, okazał się znacznie silniejszy od oczekiwań. Nagle przestało się mówić o obniżkach stóp procentowych, a ceny obligacji zaczęły spadać - wyjaśnia Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI. - Na to nałożyły się niekorzystne informacje pochodzące z polskiego rynku. Zrealizował się czarny scenariusz, dotyczący stanu finansów publicznych, jaki dwa lata wcześniej został nakreślony przez ówczesnego ministra finansów Jarosława Bauca. Dlatego polskie obligacje zaczęły gwałtownie tracić na wartości - dodaje T. Stadnik.

Zawinił rząd

Reklama
Reklama

Jego zdaniem, inwestorzy nie spodziewali się takiego wzrostu deficytu budżetowego w przyszłym roku, jaki został zaproponowany przez rząd. Zgodnie z projektem budżetu, deficyt ma wzrosnąć do 45,5 mld zł (z 38,8 mld zł w tym roku). Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że gdyby nie pewne zabiegi księgowe, wyniósłby on ponad 60 mld zł. - Dla inwestorów to jest prawdziwy koszmar, gdy gospodarka wychodzi z dołka, a w tym samym czasie państwo coraz więcej pożycza - twierdzi T. Stadnik. - Gracze wiedzą, że w przyszłym roku będzie więcej emisji obligacji. Nie podoba im się też odsuwanie terminu wstąpienia Polski do strefy euro oraz malejące szanse na dalsze obniżki stóp procentowych - dodaje.

Według T. Białasa, jedynym czynnikiem, który w najbliższym czasie może mieć pozytywny wpływ na wycenę polskich obligacji, będzie skład nowej Rady Polityki Pieniężnej (ma być wybierana pod koniec tego roku). Analitycy oczekują, że będzie ona bardziej skłonna do cięć stóp procentowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama