Fundusze obligacji zarobiły od początku roku (dane do 13.09) od niespełna 1,6% do blisko 4,5% (wyjątkiem jest SEB2, który zyskał ponad 7%; jego strategia inwestycyjna różni się jednak od tradycyjnych podmiotów obligacyjnych). Jakie są szanse na to, aby do grudnia ich stopy zwrotu zwiększyły się przynajmniej do 6%?
- Niewielkie - mówi Tomasz Białas, zarządzający funduszami GTFI. - Może się to udać tylko pojedynczym podmiotom - twierdzi Tomasz Stadnik, odpowiedzialny za inwestycje funduszy dłużnych PKO/Credit Suisse TFI. Według specjalistów, do końca roku wyniki mogą się poprawić jeszcze o ok. 1 pkt proc.
Gospodarka ruszyła
Powodem niskich zysków jest utrzymująca się od połowy roku dekoniunktura na rynku papierów dłużnych. Dlaczego zarządzający jej nie przewidzieli? - Niespodziewanie zmieniła się sytuacja makroekonomiczna na świecie. Wzrost gospodarczy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, okazał się znacznie silniejszy od oczekiwań. Nagle przestało się mówić o obniżkach stóp procentowych, a ceny obligacji zaczęły spadać - wyjaśnia Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI. - Na to nałożyły się niekorzystne informacje pochodzące z polskiego rynku. Zrealizował się czarny scenariusz, dotyczący stanu finansów publicznych, jaki dwa lata wcześniej został nakreślony przez ówczesnego ministra finansów Jarosława Bauca. Dlatego polskie obligacje zaczęły gwałtownie tracić na wartości - dodaje T. Stadnik.
Zawinił rząd