Dzisiejszy system giełdowy nie gwarantuje pełnej anonimowości na rynku. Dzieje się tak, gdy do inwestorów (wbrew obowiązującym zasadom) trafia informacja o tym, który broker uczestniczył w konkretnej transakcji. - Profile działalności pośredników obecnych na naszym stosunkowo niewielkim rynku są powszechnie znane. Inwestorzy mogą więc próbować podążać za strategią największych graczy, dla których może to oznaczać dodatkowe koszty - twierdzi Mirosław Szczepański, wicedyrektor działu notowań GPW. Może to doprowadzić np. do podbijania ceny zakupu.
Poprawa przejrzystości rynku
Dzięki Funduszowi Gwarantowania Rozliczeń nie istnieje na naszym rynku tzw. ryzyko kontrpartnera, które polega na tym, że druga strona nie dostarczy obiecanych papierów. - To ono w ujęciu historycznym stanowiło podstawowy argument za jawnością stron transakcji - uważa M. Szczepański. Zwraca uwagę na zdarzające się przypadki kupna lub sprzedaży np. 1 akcji, które mogą świadczyć, że motywem transakcji jest wyłącznie chęć identyfikacji domu maklerskiego, którego zlecenie oczekuje na realizację.
Brokerzy mówią: nie!
Brokerzy nie zgadzają się z argumentami GPW. Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich oraz DM Polonia NET uważa, że dzięki możliwości szybkiego skontaktowania się z drugim domem maklerskim, nie naraża się klienta na ryzyko znacznego rozdrobnienia zleceń, co zwiększa koszty transakcji. - Jeśli jako makler domu A widzę, że broker B skupuje akcje spółki "X", i mam klienta, który chce sprzedać znaczny pakiet, mogę szybko dowiedzieć się, czy broker B wciąż będzie stać po stronie popytowej. Jeśli nie mam tej pewności - zlecenie sprzedaży może spowodować gwałtowny spadek kursu, na czym straci mój klient i reszta rynku - tłumaczy M. Dobrowolska.