Wczorajsza sesja na londyńskiej giełdzie paliwowej była piątą z rzędu, w czasie której taniała ropa naftowa. Od minionego czwartku cena tego surowca spadła o 10%. Po informacjach z USA o wzroście zapasów najpierw surowej ropy, a w tym tygodniu również oleju opałowego, zmniejszyły się obawy o to, czy podaż ropy będzie wystarczająca.
Szczególnie kojąco na nerwy inwestorów wpłynęła wiadomość o wzroście rezerw oleju opałowego i to o 3%, do 55,6 mln baryłek. Zapasy te są jeszcze mniejsze o 6,4% niż przed rokiem, ale tydzień wcześniej były mniejsze o 8,6%. Analitycy spodziewali się spadku rezerw produktów naftowych w USA. Tymczasem okazało się, że z jednej strony popyt na nie zmniejszył się o 15% i był w minionym tygodniu najniższy od początku lipca, a z drugiej po zakończeniu sezonowych przeglądów zwiększyły produkcję amerykańskie rafinerie. Wykorzystanie przez nie mocy przerobowych wzrosło w minionym tygodniu o 1,3 pkt proc., do 92,1%.
W Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w grudniu w pierwszej fazie notowań była wyceniana na 27,92 USD, czyli o 36 centów mniej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Później jednak cena ropy znowu zaczęła rosnąć i po południu baryłka kosztowała 28,38 USD.
Miedź staniała wczoraj o 1,2% (23 USD na tonie). Przyczyną spadku ceny z najwyższego od ponad trzech lat poziomu była zapowiedź spółki BHP Billiton, że w styczniu przywróci ona pełne wydobycie w największej na świecie kopalni Escondida w Chile. Produkcja wzrośnie do 1,25 mln ton w przyszłym roku, z 1,05 mln ton w bieżącym. KGHM sprzedał w ub.r. nieco ponad 500 tys. ton miedzi.
Metal ten zdrożał w tym roku już o 30% między innymi dlatego, że czołowi producenci, tacy jak Phelps Dodge czy chilijska firma Codelco też zmniejszyli wydobycie lub zwiększyli zapasy.