Piątkowa sesja przyniosła sporo emocji, jednak niewiele z niej wynika. Doji na wykresie indeksu dużych spółek w żaden sposób nie zmienia sytuacji technicznej. W dalszym ciągu przewagę ma podaż. Niedźwiedzie dalej kontrolują sytuację. Fakt, iż w czwartek popytowi udało się obronić półroczną linię trendu wzrostowego, nie oznacza, że najbliższe sesje upłyną pod znakiem wzrostów. Ot, po prostu po pięciu kolejnych spadkach (w sumie ponad 8,8 proc.), należało się liczyć z jakimś odreagowaniem. I takie rzeczywiście miało miejsce. To, że piątkowa sesja zamknęła się na minusach (Wig20 -0,8%.), nie świadczy jednak najlepiej o kondycji popytu. Krótkoterminowe wyprzedanie plus popytowe oddziaływanie linii hossy powinny dać zdrowe odbicie. Wyszedł z tego tymczasem "ząbek". Być może, o ile tylko sytuacja na światowych rynkach pozwoli, popyt spróbuje zaatakować na początku przyszłego tygodnia. Nie wróżę mu jednak dużych sukcesów. Test środowej luki bessy (1557-1568 pkt), to wszystko na co go stać.
Słabość popytu powinien w przyszłym tygodniu zaowocować przełamaniem najbliższych wsparć: wspomnianej już półrocznej linii trendu wzrostowego (1510 pkt) oraz dołka z 30 września br. (1477 pkt). Jako że są to kluczowe dla dalszych losów rynku poziomy, ich pokonanie będzie bardzo silnym sygnałem sprzedaży. Otwierającym bowiem drogę do 1300 pkt. Sądzę, że realny jest spadek przez indeks WIG20 tego poziomu jeszcze w tym roku.
Analiza wykresu WIG20 w układzie tygodniowym potwierdza powyższe prognozy. Aż roi się od sygnałów sprzedaży. Podobnie jak we wrześniu, pojawiła się spadająca gwiazda. Przy czym obecnie jej wymowa jest o tyle mocniejsza, iż formacja ta może istnieć sama lub też być składową trzyświecowego układu gwiazdy wieczornej. Naturalną tego konsekwencją są spadki. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby bykom udało przejąć inicjatywę i przejść do kontrofensywy. Zapowiada się więc, że zimą nie tylko spadnie temperatura, ale także indeksy giełdowe.