Reklama

Nowa polityka (dez)informacyjna

Publikacja: 25.10.2003 11:25

Od kilku dni myślę nad jedną z wypowiedzi Marcina Kaszuby, rzecznika rządu. Szczerze mówiąc liczyłem, że wezmą się za nią bardziej doświadczeni, którzy niejedno już słyszeli. Ale cisza. Być może także u starych wyjadaczy słowa rzecznika wzbudziły to, co u mnie - tak zwany dysonans poznawczy.

Mianowicie Marcin Kaszuba powiedział coś takiego: "Leszek Miller zaapelował również do ministrów i posłów z SLD, aby podobne nierzetelne informacje podawali pod swoim nazwiskiem". Niby miało to być dementi do informacji, że premier wkrótce wybiera się na Węgry, aby negocjować połączenie PKN i MOL, które ma doprowadzić do powstania środkowoeuropejskiego koncernu paliwowego. Ale...

No właśnie - o co pan premier apelował? Z prostego rozbioru logicznego wynika, że o to, aby mówili nieprawdę pod własnymi nazwiskami. Innymi słowy - jeśli ktoś z rządu czy SLD powie coś i zostanie przytoczony z imienia i nazwiska, powinna być to nieprawda. Taka jest wola premiera. Ale w takim razie - co będzie, jak jakiś poseł albo minister zechce powiedzieć prawdę. Czy może będzie od razu zastrzegał, że to wypowiedź anonimowa? Czy w jego imieniu będzie mówić kto inny? O tym, że ta ostatnia interpretacja jest prawdziwa, świadczy przypadek posłanki Anny Filak. Przekazała ustami kolegi partyjnego, że chce wniosek o wprowadzenie 50-proc. stawki podatku od osób fizycznych wycofać - i rzeczywiście wycofała! Ale co z tego - tenże kolega partyjny, Jerzy Wenderlich, na pytanie, czy decyzja posłanki była wynikiem nacisków ze strony SLD, odpowiedział, że nie, że była to decyzja posłanki. Czyli tym razem odpowiadał chyba we własnym imieniu, czyli pod własnym nazwiskiem. Więc pojawia się problem - posłuchał premiera i nie powiedział prawdy, czy też złamał polecenie i mówi prawdę?

Cała sytuacja jest bardzo skomplikowana. Ot, na przykład szef klubu SLD Jerzy Jaskiernia mówi, że Sojusz popiera rząd, bo jest jego zapleczem politycznym. Pytanie - słucha premiera czy też nie. Bo jeśli mówi prawdę, to premiera nie słucha. A więc popiera ministrów, ale chce zmiany szefa rządu. Ale jeśli posłuchał zalecenia premiera, to prawdy nie powiedział. Innymi słowy - rząd nie może liczyć na poparcie SLD, choć czołowi działacze partii są wierni L. Millerowi. To sugerowałoby, że tzw. partyjne doły prą do wymiany szefa rządu.

Podobne pytania rodzą się w przypadku wypowiedzi członków rządu. Ot, wicepremier Jerzy Hausner stwierdził, że osłabienie złotego nie jest powodem do paniki. Pytanie za grube miliony - czy słucha poleceń szefa, czy też nie. Bo jeśli tak - to panika jest wskazana. Jeśli nie - wychodzi na to samo, bo najwyraźniej mamy do czynienia z konfliktem szefa rządu z jego głównym ministrem. To stawia pod znakiem zapytania reformę finansów publicznych, a na niej w tej chwili wisi złoty.

Reklama
Reklama

Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo, czemu ma służyć ta nowa polityka informacyjna rządu. Być może zalecenie premiera wynika ze zwykłej, ludzkiej sympatii. Po prostu Leszkowi Millerowi żal zrobiło się wicepremiera Marka Pola. I postanowił zrobić wszystko, żeby M. Pol nie był jedyną osobą w rządzie, której nikt nie wierzy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama