Akcje Jukosu straciły 17%, a Sibnieftu - innej spółki naftowej, z którą Jukos wkrótce powinien sfinalizować fuzję - zniżkowały o 19%. Walory Aerofłotu straciły 9%. Nie tylko giełdowi inwestorzy wystraszyli się aresztowania Chodorkowskiego. Rubel stracił do dolara i euro po niecałe 0,5%. Ceny obligacji zapadających w 2030 r., najbardziej istotnych dla rynku, spadły w pewnym momencie o ponad 2%. Tym samym wróciły do poziomu sprzed podwyższenia przez Moody's ratingu kredytowego Rosji do poziomu inwestycyjnego.
Zagranica może uciec
Zdaniem specjalistów, aresztowanie może mieć dalsze konsekwencje. - Jest to bardzo niedobre dla wizerunku kraju - powiedział Bloombergowi Ian Hague, zarządzający pieniędzmi w nowojorskiej firmie Firebird. - Zachodni inwestorzy nie chcą robić interesów w środowisku, gdzie rząd konfiskuje prywatną własność i zastrasza biznesmenów - dodał. - Niektórzy inwestorzy mogą teraz pomyśleć, że Rosja nie jest bezpiecznym miejscem do inwestowania, a podwyższenie ratingu było przedwczesne - uważa z kolei Aivaras Abromavicius z East Capital Asset Management ze Sztokholmu.
Walka o Kreml?
W komunikacie na stronie internetowej przedstawiciele rosyjskiego giganta naftowego nazwali zarzuty postawione Chodorkowskiemu "absurdalnymi". Według nich aresztowanie ma charakter polityczny i jest związane z wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w Rosji za sześć tygodni. Obecne władze chcą zdyskredytować popierane przez Chodorkowskiego liberalną partię Jabłoko i Unię Sił Prawicowych. Rzecznik prasowy Jukosu zapewnił, że aresztowanie szefa nie wpłynie na działalność spółki. Obowiązki Chodorkowskiego przejmie Steven Theede, były menedżer w ConocoPhilips, zatrudniony przez Jukos w sierpniu br.