Clif był winien Kredyt Bankowi ponad 58 mln zł. Około 1 mln zł zwrócił bankowi syndyk, który zarządzał leasingową firmą, kiedy była w stanie upadłości (od grudnia 2001 r. do maja 2003 r.). Po kasacji orzeczenia o upadłości przez Sąd Najwyższy Kredyt Bank zajął na kontach spółki kolejne 34 mln zł. Od maja do października przejął jeszcze 1 mln zł z rachunku Clifa. Kwota zadłużenia stopniała do około 22 mln zł (bez odsetek). Po raz ostatni Kredyt Bank ściągnął pieniądze z konta spółki 10 października. Clif zerwał wtedy prowadzone od maja negocjacje.
Wczoraj Kredyt Bank poinformował na konferencji prasowej, że przyjmuje warunki Clifa przedstawione na spotkaniu 9 października i chce podpisać ugodę. - Na pewno nie uda nam się odzyskać całych 22 mln zł - powiedział Paweł Jankowski, dyrektor departamentu restrukturyzacji i windykacji Kredyt Banku. Strony podzielą się kwotą 5,6 mln zł zajętą w maju przez komornika, która trafiła do depozytu sądowego. Większą część przejmie bank. Jego przedstawiciel nie chciał podać szczegółów. Druga część ugody dotyczy kwot, które do depozytu wpłacali klienci Clifa. Do tego dojdą wpływy z trwających jeszcze umów leasingowych i spieniężania aktywów leasingowych (m.in. kilkuset samochodów stojących na parkingach). - Ich wielkość jest trudna do oszacowania - wskazał P. Jankowski. Oczekuje, że porozumienie z Clifem zostanie podpisane w ciągu dwóch tygodni. Równocześnie z sądu mają być wycofane: pozew Clifa, w którym spółka domaga się 75 mln zł, i wniosek o upadłość złożony przez Kredyt Bank.
- Nie zostaliśmy o niczym poinformowani - skomentował Dariusz Baran, prezes Clifa. - Jesteśmy zaskoczeni postawą banku, który najpierw informuje o porozumieniu dziennikarzy - dodał. Jego zdaniem, decyzja Kredyt Banku o potrąceniu kolejnej kwoty zniweczyła wcześniejsze ustalenia i strony od nowa muszą uzgadniać wspólne stanowisko.
Ugoda będzie miała duże konsekwencje dla klientów leasingowej firmy. Od maja nie dostają faktur za korzystanie z aktywów. Wcześniej wystawiał je syndyk. Część regulowała raty na własną rękę, wpłacając je do depozytu sądowego. - Musimy pomyśleć, co zrobić z klientami, którzy nagle będą musieli spłacić na raz kilka rat - stwierdził P. Jankowski.