Nasze konkurencyjne słabości dadzą się opisać zestawem braków: brak liderów, którzy mogliby stać się zwiastunami nowej Polski; brak poparcia dla najskuteczniejszych (MARKA-MARKOM oznacza Podpierać, co mocne!); anonimowość - brak marki narodowej; brak mocnych marek firmowych formatu światowego; brak flagowych specjalności; słabość eksportowa; niedoinwestowanie; konkurencyjna niemrawość w sensie innowacyjności, ekspansywności, pozbywania się garbów.
Nasze konkurencyjne walory to przedsiębiorczość (pozbawiona jednak często wiedzy, obycia, doświadczeń zagranicznych); wysokie morale gospodarcze; potencja i liczba małych i średnich przedsiębiorstw; zaradność; witalność; specyficzna dwupokoleniowość (ojcowie - 50-latkowie wytrenowani w obu systemach, ich dzieci - wykształcone, obyte w świecie, bez kompleksów); 13 lat zaprawy na wolnym rynku. A także aspiracje - wielka wola zagrania w europejskiej superlidze gospodarczej.
Gospodarka na dorobku potrzebuje sensownych inwestycji. Najlepiej oczywiście, gdyby były to inwestycje polskie. W szerokim, nie etnicznym sensie - mogą i muszą być finansowane zasobami z importu, ale po to, aby wrosnąć w polski organizm gospodarczy i wzmocnić go, a nie na nim pasożytować. Dotychczas "obce" inwestycje zapewniają raczej, jak uczy doświadczenie minionej dekady, tylko "pensje" (choć też nie zawsze), zyski opuszczają Polskę. O to, by te inwestycje generowały kapitał na rozwój kraju, a nie transferowały go za granicę, należy dopiero konsekwentnie i profesjonalnie zadbać. Dziś już wiemy, że nie jest to wcale łatwe, a na pewno nie dzieje się samoistnie.
Gospodarka żyjąca z pensji może oczywiście egzystować, ale nie będzie się rozwijać i nigdy nie dogoni Europy. Taki model - dobry może dla Estonii czy Łotwy, nawet jeszcze 10-milionowych Węgier - dla 40-milionowej Polski jest nie do przyjęcia. Bo do rozwoju kraju potrzebne są także inwestycje, które niekoniecznie interesują międzynarodowy biznes. Np. setki tysięcy małych i średnich rodzimych przedsiębiorstw musi przejść na wyższy poziom technologiczny, a do tego niezbędne są fundusze. Firmy ich nie mają, wegetują więc dopóki mogą, a potem upadają.
Gospodarka w najbliższych latach powinna zarówno zwiększyć zdolność mobilizowania rodzimego kapitału, jak i zdolność przyciągania kapitału z zagranicy. Dziś już oczywiście nie każdego. Interesuje nas przede wszystkim taki kapitał, który tworzy nowe inwestycje wytwórcze i nowe produkty na eksport. Aby napływał, niezbędna jest silna marka kraju.