Z trudem przychodzi amerykańskim indeksom wspinanie na coraz wyższe poziomy. Wprawdzie od końca sierpnia, kiedy to S&P500 wybił się w górę z formacji flagi, lepszym rozwiązaniem wydaje się pozostawanie w obozie byków, ale nad rynkiem cały czas wisi sporo zagrożeń, które mogą przekreślić plany optymistów. O tym, że od kilku tygodni na rynku niewielką przewagę mają inwestorzy stawiający na zwyżkę świadczą coraz wyżej położone dołki i szczyty. Także wrześniowa, udana obrona wsparcia wyznaczanego przez górne ograniczenie wspomnianej flagi, potwierdziła siłę kupujących. Cały czas brakuje jednak zdecydowanego, kilkusesyjnego ataku popytu, który rozwiałby wątpliwości i zanegował niekorzystne sygnały. Mimo że część wygenerowanych przed kilkoma tygodniami zaleceń sprzedaży już się zdezaktualizowała, to na ich miejscu pojawiają się nowe sygnały ostrzegawcze, które nie pozwalają na zbyt odważne kupno.
Tym, co obecnie chyba najbardziej ciąży nad rynkiem, jest formacja klina zwyżkującego. Wprawdzie o jej negatywnych konsekwencjach będzie można mówić dopiero, gdy S&P500 wybije się poniżej dolnego ograniczenia tej formacji (1100 pkt), ale obecnie indeks znajduje się tuż pod stanowiącą opór górną granicą figury, co raczej nie zachęca do kupna. Niechęć do nabywania akcji na obecnym poziomie wynika z faktu, że klin zwyżkujący jest formacją typową dla bessy. O tym, czy i tym razem książkowe podejście okaże się słuszne, zdecyduje test 1055 pkt. Tutaj właśnie znajduje się górne ograniczenie formacji. Jeżeli byki zdołają pokonać podaż na tym poziomie, to będą miały za sobą kolejną udaną bitwę w drodze do 1170 pkt. Z drugiej strony wszelkie oznaki słabości powinny być traktowane bardzo poważnie. Negatywny charakter formacji sprawia, że niepowodzenie kupujących doda animuszu niedźwiedziom, co przełoży się na dość gwałtowny spadek. Ten w najlepszym wypadku mogłby się zakończyć w okolicy wsparcia na 1000 pkt. Przed istotną zmianą trendu w średnim terminie broni wsparcie na 960 pkt.