Spółka od dawna zapowiada poprawę wyników. W I półroczu nie udało się zrealizować planów. Próchnik musiał odbudować struktury zajmujące się sprzedażą, a poza tym nie sprzyjała mu pogoda. Było za ciepło na kupno kurtek i płaszczy.
III kwartał wyglądał znacznie lepiej. Wprawdzie na razie nie ma mowy o wyjściu firmy na plus ani o zapowiadanej w raporcie półrocznym redukcji strat. Nie narastają one jednak w takim tempie, jak dotychczas.
Skok sprzedaży
Przychody wzrosły w III kwartale o 1,8 mln zł, do 4,2 mln zł. Nie jest to poziom porównywalny z notowanym w ubiegłych latach, ale i Próchnik działa w zupełnie innej skali. Zrezygnował z części kontraktów i finansuje działalność wyłącznie ze środków własnych.
Zwiększanie przychodów jest kluczowe, jeśli chodzi o odzyskanie rentowności. Firma notuje zysk brutto na sprzedaży. Nie jest jednak dość wysoki, aby pokryć koszty sprzedaży i ogólnego zarządu. Wprawdzie wykazują tendencję spadkową - mimo wzrostu przychodów - ale w ich przypadku pole manewru nie jest duże: od dawna są pod kontrolą. Strata na sprzedaży jest jednak stosunkowo niewielka (nieco ponad 220 tys. zł). Jej zniwelowanie jest zapewne w zasięgu przedsiębiorstwa. Zwłaszcza teraz, kiedy sprzyja mu bardzo mocne euro. Firma swoją egzystencję opiera w dużej mierze na współpracy z niemieckim Hugo Boss, na zamówienie którego szyje ubrania. Spółka powinna odbudować pozycję rynkową i poprawić wyniki, zanim kursy walutowe zmienią się na mniej korzystne. Kluczem do sukcesu jest pozyskanie nowych kontrahentów, także na rynku krajowym. Takie są też plany Próchnika. Jak są realizowane, nie wiadomo. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z zarządem.