Zwrócić się do towarzystwa. W każdym TFI powinna istnieć komórka nadzoru wewnętrznego. Jej pracownicy mają obowiązek przyjąć skargę i udzielić odpowiedzi. Zawsze można też wystąpić do depozytariusza. Ten musi codziennie sprawdzać, czy fundusz mieści się w limitach, czy prawidłowo rozlicza zawarte transakcje, czy przestrzega obowiązków informacyjnych. Jeżeli depozytariusz stwierdzi, że uczestnikowi została wyrządzona szkoda, powinien wystąpić na drogę sądową. Depozytariusze nie korzystają jednak z tych uprawnień. Nie było jeszcze przypadku, aby którykolwiek wystąpił z roszczeniem przeciwko towarzystwu. A szkoda, bo depozytariusze powinni poczuć się adwokatami interesów uczestników. No i jesteśmy my. Do nas też można się zwrócić ze skargą.
Dużo ich wpływa?
Choć teraz jest więcej, generalnie nie ma zbyt wiele. W tym roku mieliśmy 20, a w 1999 r. pięć. W tym czasie aktywa funduszy wzrosły dziesięciokrotnie.
Czy jakiemuś inwestorowi skarżącemu towarzystwo za gorsze od oczekiwań wyniki inwestycyjne udało się dojść swoich racji?
To jest jedna z najtrudniejszych kwestii. W takiej sytuacji sprawdzamy, czy fundusz lokował pieniądze zgodnie z założeniami swojej polityki inwestycyjnej, opisanymi w statucie. Inaczej traktujemy podmioty bezpieczne, a inaczej fundusze podwyższonego ryzyka. Rozpatrzmy taką sytuację: fundusz dokonał inwestycji w jakiś papier, który okazał się klapą. Możemy mieć oczywiście pretensje do zarządzającego, że nabył taki instrument. Jeśli dotyczy funduszu bezpiecznego, możemy postawić zarzut, że była to inwestycja zbyt ryzykowna. Trudniej zarobić to w przypadku funduszu, który z założenia ma podejmować większe ryzyko. Zarządzający zawsze może powiedzieć wtedy, że gdyby ta inwestycja się udała, zysk funduszu byłyby ponadprzeciętny.
Czy były jakieś skargi na wyniki funduszy antypodatkowych, które powstały pod koniec ub.r. Ich stopy zwrotu niewiele odbiegają od rentowności bonów skarbowych. Nie mówiąc już o tym, że dużo bardziej opłacało się zainwestować w "zwykły" fundusz inwestujący w akcje i zapłacić podatek od zysków.
Jeżeli ma Pani na myśli fundusze tworzone na czas określony, które będą likwidowane pod koniec roku bieżącego, to nikt się na te fundusze nie skarżył.
W tej grupie funduszy jest jeden Pro Lokata, należący do CA IB, który jako jedyny ma możliwość inwestowania w akcje. Jednak nie skorzystał z niej mimo świetnej koniunktury na rynku latem tego roku. Inwestorzy stracili przez to szansę na osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków. Czy ktoś z nich się na to poskarżył?
Nie.
Czy Komisja badała, dlaczego taki potencjał zysków nie został wykorzystany?
Nie chcemy za bardzo wnikać w to, czy strategia inwestycyjna jest realizowana prawidłowo. Trudno byłoby nam za każdym razem analizować możliwości, jakie miał fundusz.
Jak Komisja traktuje fundusze, które osiągają znacznie gorsze wyniki od pozostałych, należących do tej samej grupy? Bada, dlaczego dana instytucOczywiście, interesujemy się tym. Analizujemy, jakie fundusze odstają od konkurencji. Ale trzeba pamiętać, że bardzo często dotyczy to podmiotów, które w jakimś momencie zmieniły politykę inwestycyjną. Fundusz, który znajduje się w określonej grupie, od niedawna może przez jakiś czas osiągać relatywnie słabsze wyniki. Ale oczywiście może się również zdarzyć, że zarządzający przyjął złą strategię inwestycyjną.
Jak wyglądała sprawa funduszu arbitrażowego należącego do Pioneera. Inwestorzy są bardzo niezadowoleni z jego wyników. Zarzucali towarzystwu, że nie wykorzystywało okazji do przeprowadzenia transakcji arbitrażowych, jakie pojawiały się na rynku. Mają jednak ograniczone możliwości wyjścia z inwestycji. Czy skarżyli się do Komisji?
Mieliśmy takie sygnały. Temu przypadkowi poświęciliśmy dużo uwagi. Sprawdzaliśmy, czy rzeczywiście fundusz nie wykorzystywał okazji do arbitrażu. Doszliśmy do wniosku, że zarządzający szukał tych możliwości. Zgodziliśmy się również z argumentacją towarzystwa, że w momencie sprzedaży certyfikatów tych możliwości było dużo więcej.
Uczestnicy Pioneera Arbitrażowego zwołali zgromadzenie inwestorów, podczas którego chcieli przeprowadzić głosowanie w sprawie przedterminowej likwidacji funduszu. Nie udało się, ponieważ na zgromadzenie przyszli posiadacze zaledwie 0,9% certyfikatów. Tymczasem za likwidacją muszą głosować inwestorzy mający co najmniej dwie trzecie udziałów. Pioneer złożył jednak w KPWiG wniosek o skrócenie o rok terminu działania funduszu? Czy dostanie zgodę Komisji?
Nie wiem. Prowadzimy korespondencję w tej sprawie. Najlepiej byłoby, gdyby taką decyzję podjęli uczestnicy. Wiemy, że Towarzystwo rozważa też inne możliwości rozwiązania tego problemu.
Jedną z nich jest przekształcenie tego funduszu w podmiot mieszany, który może odkupywać certyfikaty od inwestorów w okresie trwania funduszu.
Moim zdaniem ustawa dopuszcza możliwość przekształcenia funduszu specjalistycznego zamkniętego w fundusz mieszany. Trzeba jednak mieć na uwadze, że możliwości inwestycyjne funduszu mieszanego są mniejsze niż funduszu zamkniętego. Takie rozwiązanie musiałoby więc być rozważone również pod kątem możliwości realizowania obranej strategii inwestycyjnej..
Na rynku działa jeszcze jeden fundusz arbitrażowy, należący do Millennium. Wyniki obu tych podmiotów są zbliżone. Czy uczestnicy tego drugiego też się skarżą do Komisji?
Nie było takich skarg.
Zastanawiał się Pan dlaczego?
To jest zawsze indywidualna decyzja inwestorów. Być może uczestnikami Pioneera Arbitrażowego są osoby, które bardziej się interesują, co się dzieje z ich pieniędzmi.
A może ma to związek z optymistycznymi prognozami wyników, jakie formułował Pioneer przed subskrypcją? Towarzystwo nie mówiło wprost, jakiej stopy zwrotu oczekuje, ale z konstrukcji opłaty za zarządzanie można było wnioskować, że spodziewa się zysków na poziomie 20% rocznie. Być może to wprowadziło inwestorów w błąd. Millennium było znacznie ostrożniejsze w swoich prognozach...
Nie można snuć przypuszczeń, że konstrukcja opłaty za zarządzanie jest równoznaczna z obietnicą wyników. My jesteśmy urzędem państwowym, nie możemy sobie pozwolić na takie spekulacje.
Dziękuję za rozmowę.