Przedstawiciele GPW nie ukrywają rozczarowania decyzją Senatu, który nie przedłużył zwolnienia z podatku dla zysków osiąganych przez inwestorów na giełdzie. I nie chodzi już tylko o brak czasu na przygotowanie domów maklerskich do pobierania "daniny", ale również o to, że spadek obrotów odbije się na finansach samej giełdy.
- Biorąc pod uwagę reakcje inwestorów po wprowadzeniu podatku na giełdach w Budapeszcie i Tel Awivie, spodziewamy się, że w I kwartale 2004 r. obroty na warszawskim parkiecie mogą spaść nawet o kilkadziesiąt procent - prognozuje Piotr Szeliga, wiceprezes GPW. Na rynkach węgierskim i izraelskim po wprowadzeniu podatku obroty zmalały w krótkim czasie o ponad 50%.
Według wiceprezesa Szeligi, przeszło 60% wszystkich przychodów GPW i około 80% przychodów ze sprzedaży pochodzi właśnie z obrotu giełdowego. Przyjmując optymistycznie, że obroty na warszawskim rynku spadną w ciągu roku tylko o 20%, to wynik na działalności operacyjnej GPW może się obniżyć o ponad 11 mln zł. Osiągnięcie więc zysku operacyjnego w 2004 r., co planował zarząd, może być niemożliwe. Prezes Wiesław Rozłucki nie martwi się o wynik netto spółki. Zapewnia, że zyski z inwestycji finansowych pozwolą na zakończenie przyszłego roku na plusie.
Przypomnijmy, że dekoniunktura na rynku i malejące obroty przyczyniły się do tego, że w 2002 r. grupa GPW poniosła 9 mln straty na działalności operacyjnej. Zarząd giełdy przewidywał, że w 2003 r. strata będzie znacznie mniejsza. Ostatnie miesiące pokazały, że się nie mylił. Więcej - może zamknąć rok na plusie.
- Komentarz