Od klientów indywidualnych w USA pobiera się przeciętnie 56 USD opłat za każde 10 tys. USD ulokowane w powierniczych funduszach akcyjnych. Natomiast inwestorzy instytucjonalni za to samo płacą tylko 28 USD. Takie wyliczenia przedstawił John Freeman z Uniwersytetu w Południowej Karolinie, jeden z ekspertów prokuratora Spitzera w śledztwie. - Fundusze powiernicze nakładają opłaty, jakie tylko mogą i nikt ich nie powstrzymuje - powiedział J. Freeman. Z danych Investment Company Institute wiadomo, że w funduszach akcyjnych 84 miliony Amerykanów ma ulokowane 3,2 bln USD.
Jednym z punktów dochodzenia Spitzera w wycenianej na 7 bln USD branży funduszy powierniczych, o którym świat dowiedział się na początku września br., była kwestia opłat za zarządzanie. Prokurator zarzucił funduszom powierniczym, że zezwalał niektórym klientom instytucjonalnym - na razie wiadomo o kilku funduszach hedgingowych - na częstą sprzedaż i odkupywanie jednostek uczestnictwa, co powodowało podnoszenie opłat pobieranych od klientów indywidualnych.
Spitzer twierdzi, że brak przejrzystości opłat pomógł ukryć skalę wykroczeń. - Wiele funduszy zaniedbało interesy udziałowców - oświadczył prokurator w wypowiedzi dla Bloomberg News. Przed kilkoma dniami skrytykował on ugodę zawartą przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd z funduszem Putnam m.in. za to, że nie poruszono w niej sprawy redukcji opłat - w tej instytucji rekordowo wysokich, bo dochodzących do 91 USD za zainwestowane 10 tys. USD.
Wśród 25 największych amerykańskich funduszy, jedne z najwyższych prowizji pobiera Federated Investors z Pittsburga. Na każde 10 tys. USD przypada opłata w wysokości 83 USD. Według rzecznik prasowej tej instytucji Meghan McAndrew, wysokość opłat nie ma jednak decydującego znaczenia. Na wybór funduszu przez inwestorów wpływa analiza wyników długookresowych, reputacja zarządzających oraz dopasowanie funduszu do portfela.