Większościowe udziały w firmie mają Mirosław Szeleziński i prezes Tomasz Sudoł. Spółka chce obsługiwać połączenia krajowe i międzynarodowe, na początek z Warszawy (Okęcia), Poznania i Katowic do Londynu (lotnisko Stansted). Myśli o połączeniach do Brukseli, Paryża, Madrytu i innych europejskich stolic. Dysponuje dwoma boeingami. W przyszłym roku ma być ich pięć. Spółka chce też kupić mniejsze maszyny. Zarząd zapewnia, że przedsiębiorstwo ma środki na rozpoczęcie nowej działalności. Na inwestycje szuka pieniędzy. - Rozmawiamy z bankami, funduszami, a nawet inwestorami indywidualnymi - mówi wiceprezes Jan Szczepkowski.
Nie udało nam się dowiedzieć, jakie są aktualnie wyniki Air Polonia. - Po 10 miesiącach wychodzimy na niewielki zysk - mówi wiceprezes.
Air Polonia należy do tanich przewoźników (low cost). Firmy tego rodzaju oszczędzają na kosztach obsługi pasażera (np. nie oferują bezpłatnych posiłków), korzystają z tańszych lotnisk. - Oszczędzamy także na kosztach dystrybucji. Sprzedajemy bilety za pośrednictwem call center, internetu, agentom nie płacimy prowizji - mówi Jan Litwiński, wiceprezes spółki (dawniej prezes PLL LOT). - Na pewno nie oszczędzamy na bezpieczeństwie. Spełniamy wszelkie wymogi w tym zakresie - zapewnia J. Szczepkowski.
J. Litwiński przypomina, że tanie linie są segmentem branży lotniczej, który rozwija i będzie się rozwijać najszybciej. Uruchomienie przewozów low cost spowodował w innych krajach skokowy przyrost ruchu lotniczego. - Dlatego tani przewoźnicy nie zagrażają tradycyjnym firmom. Przyciągają w dużej mierze osoby, które do tej pory z usług linii lotniczych w ogóle nie korzystały - mówi Jan Litwiński.
Także przedstawiciele PLL LOT oceniają, że oferta tradycyjnych firm i low cost skierowana jest do różnych grup klientów. Zapewniają, że LOT nie obawia się utraty rynku na rzecz tanich przewoźników.