Ustawa praktycznie zakazuje członkom zarządu spekulacyjnego operowania jednostkami uczestnictwa własnych funduszy. Prezes rady dyrektorów - ciała nadzorującego - takiej instytucji będzie musiał być niezależny od jej struktur, podobnie jak 75% członków rady dyrektorów. Fundusze będą zobowiązane także do publikowania większej ilości informacji o prowadzonych operacjach oraz ich kosztach. Ustawa uniemożliwia też składanie zleceń kupna/sprzedaży jednostek po kursie danego dnia, po zamknięciu giełd (po godz. 16.00 czasu nowojorskiego), czyli stosowania tzw. market timingu.
Izba Reprezentantów Kongresu przyjęła projekt ustawy ogromną większością głosów 418:2. Jednak nowe prawo nieprędko wejdzie w życie. Senat USA będzie mógł zająć się swoją wersją projektu dopiero na początku przyszłego roku.
Szybkie działania kongresmanów nie były zaskoczeniem. Fundusze inwestycyjne są w USA najpopularniejszą formą inwestycji giełdowych. Amerykanie masowo odkładają w nich pieniądze na emerytury oraz na pokrycie kosztów wykształcenia swoich dzieci. Ostateczne przepisy, dotyczące obrotu funduszami, tworzy jednak Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), która zapowiada, że pójdzie dużo dalej od ustawodawców. Kongres nie ukrywał jednak, iż celem ustawy było wskazanie kierunku, w jakim powinna pójść SEC. Przed uchwaleniem zbyt restrykcyjnej ustawy ostrzegał m.in prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan, który uważa, że nadmierna regulacja zwiększy koszty inwestowania i zmniejszy zyski inwestorów.