Powrót na scenę Zenona Laskowika - z medialnego punktu widzenia - nie wywołał takiego zainteresowania, jak kuluarowe zabawy z magnetofonem naczelnego "Gazety Wyborczej". Nie wzbudził pewnie też takiego zainteresowania, jak mający obecnie miejsce niezbyt jasny wyścig po wielki kęs polskiej energetyki, czyli gabinetowe zmagania związane z prywatyzacją grupy dystrybutorów energii z północy Polski (tzw. G-8). A szkoda, bo jak podczas swojego artystycznego powrotu z poczty na estradę powiedział Laskowik: "Nie należy brzydzić się rzeczywistości. Dopóki bowiem w polityce jest kabaret, dopóty polityka jest w kabarecie." Wrócił więc z 14-letniego niebytu do rzeczywistości wolnej Polski jeden z liderów Teya i okazało się, że w temacie polityki i kabaretu (lub jak kto woli kabaretu i polityki) niewiele się zmieniło. Nawet wielu bohaterów pozostało tych samych...

Kabareciarze cieszą się z tego, że w parlamencie, rządzie i w innych grupach trzymających władzę jest wesoło. Wcale się tym nie brzydzą - wręcz przeciwnie. I zupełnie im się nie dziwię. W końcu z tego żyją. To ich kawałek czarnego (zdrowy) chleba. Ze mną jest trochę inaczej. Też lubię się porechotać (bo to równie zdrowe, jak ów czarny chleb), ale przyglądając się niektórym kawałkom wolnego świata III RP, wcale mi nie jest do śmiechu.

Oto bowiem z jednej strony słyszę donośne pohukiwanie ważnych panów, że ZUS ma kłopoty, cały czas brakuje mu złotówek, ledwo wiąże koniec z końcem (a w zasadzie nie wiąże)... Z drugiej strony dochodzą mnie natomiast kabaretowe wieści o tym, jak to krakowski ZUS bawi się na całego. Funduje na przykład swoim pracownikom koncert Mozartowski, wejściówki na sekstet (tańce roznegliżowanych facetów) czy bilety na występ Marcina Dańca. Podobno największym wzięciem cieszył się Daniec i tym samym mieliśmy pod Wawelem podwójny kabaret. Faceci w stringach wzbudzili jakoby zainteresowanie bardzo średnie, bo chęć na nich wyraziło 200 pracownic (pewnie w ZUS-ie nie są trendy, w przeciwieństwie do posłanki Błochowiak). Dlaczego w propozycjach kulturalnych znalazł się występ rozebranych mężczyzn - tego dokładnie nie wiadomo. Jedna z rozgłośni radiowych próbowała dociec istoty, ale do pomysłu nikt nie chciał się przyznać. Pan Rzegotka z krakowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych powiedział jedynie, że jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom załogi. Bliższych informacji o Mozarcie nie mam. Pan Rzegotka też.

Zgodnie więc z planem wicepremiera Hausnera w ZUS pasa zaciskają, tyle tylko, że komuś na szyi. Trudno się więc dziwić, że rzeczywistość charczy i skrzeczy. Z pomocą krakowiankom i krakowianom pospieszyli ulubieni przez cały naród parlamentarzyści. Oni to - w interesie narodu rzecz jasna - postanowili wydać w ostatnich dniach 6 mln złotych. Na co- Na 460 kserokopiarek dla biur poselskich. Te, które w biurach stoją, podobno są kiepskie i naród nie wie, co ich wybrańcy czynią. Teraz wiedzieć będzie, bo poselskie mądrości będą kserowane na urządzeniach z więcej niż średniej półki (cena jednego ok. 13 tys. złotych). Moje dąsy złagodzić może jedynie to, że na rynku są kserokopiarki dużo droższe. Zamiast mojego biadolenia można więc wysnuć tezę, że parlamentarzyści nie wydali 6 mln, a zaoszczędzili na przykład 18 mln złotych (a może jeszcze więcej). Podobnie zresztą jak wcześniej na bruku przed gmachami na Wiejskiej, na który wydano podobno 1,5 mln złotych, a można było nawet kilka razy więcej. Po czyjej stronie jest racja- Być może dowiemy się od ludzi robiących kabarety.W ramach planu zaciskania autorstwa wicepremiera Hausnera, zapowiadano też likwidację stanowisk dyrektorów generalnych w niektórych urzędach. Zorganizowano nawet w tej sprawie specjalne konferencje prasowe, wydano zapewne jakieś okólniki... Trzy dni temu dotarły jednak do mnie wieści, że dyrektorów jednak ruszać nikt nie będzie (cześć i chwała nam i naszym kolegom"). Zaciśnie się gdzie indziej" Pewnie tak. Ku radości między innymi nowego kabaretu Zenona Laskowika, który nb. nazywa się O.B.O.R.A.