Royal Ahold stracił w trzecim kwartale 122 mln euro, wobec zysku netto, który w analogicznym okresie przed rokiem wyniósł 159 mln euro. Wiadomość ta zaskoczyła ekspertów, którzy oczekiwali, że holenderska firma zarobi 13,4 mln euro.

Poza kłopotami związanymi z zawyżeniem o 970 mln euro zysków Ahold boryka się też z innymi trudnościami. Najpoważniejsze z nich to słaby popyt konsumpcyjny, coraz ostrzejsza konkurencja cenowa ze strony takich rywali, jak amerykański Wal-Mart Stores czy niemiecki Aldi, oraz aprecjacja euro, która pogarsza rezultaty na szczególnie ważnym dla firmy rynku USA. Holenderska spółka uzyskuje tam około dwóch trzecich wszystkich wpływów ze sprzedaży.

Do pogorszenia wyników przyczynił się też bojkot należącej do Aholda sieci Albert Heijn w Holandii. Klienci protestowali w ten sposób przeciwko zawyżonej - ich zdaniem - premii przyznanej dyrektorowi generalnemu Andersowi Mobergowi.

Nowy szef firmy, zajmujący to stanowisko od maja, skupił uwagę na uzdrowieniu sytuacji finansowej spółki. Aby dorównać konkurentom, obniżył ceny wielu towarów. Jednocześnie usiłuje zgromadzić środki na spłatę zadłużenia, które zamierza zmniejszyć w tym roku do niespełna 10 mld euro. W tym celu sprzedaje część aktywów, szczególnie w krajach Ameryki Południowej, oraz planuje emisję akcji. Walory te mają być zaoferowane z aż 42-proc. rabatem, co powinno zwiększyć ich atrakcyjność dla inwestorów.

Anders Moberg liczy na przywrócenie Aholdowi do 2005 r. ratingu inwestycyjnego.