Można śmiało stwierdzić, że środowe sesje w Nowym Jorku były praktycznie ostatnimi w tygodniu. Dziś rynki nie będą działać ze względu na obchody w USA Święta Dziękczynienia, a w piątek NYSE i Nasdaq będą wprawdzie pracować, ale krócej i prawdopodobnie transakcji na giełdzie będzie dużo mniej niż zwykle. Dlatego też wczoraj rynek zasypany został lawiną raportów makroekonomicznych, których publikacja w "normalnym" tygodniu byłaby rozłożona na kilka dni. Ich ogólny wydźwięk wskazuje, że gospodarka USA powinna się coraz szybciej rozwijać. Ale indeksy giełdowe spadały w pierwszej połowie sesji.
Powodów może być kilka. Pierwszy to chęć zamknięcia przez inwestorów pozycji przed długim weekendem (nie licząc kilku godzin handlu w piątek). Drugi: kolejne silne osłabienie dolara wobec euro, podważające wiarę w stabilność wzrostu amerykańskiej gospodarki. Trzeci: złe wieści napływające w tym tygodniu z branży farmaceutycznej. Władze orzekły m.in., że przynajmniej 10 zgonów w ostatnim czasie spowodowane było przez wadliwy sprzęt medyczny produkowany przez koncern Johnson & Johnson, a lek przeciw schizofrenii produkowany przez Elli Lilly jest mało skuteczny. W efekcie akcje pierwszej ze spółek staniały w pierwszych godzinach sesji o 2,4% a drugiej o 2,7%. Do godz. 22.00 indeks Dow Jones zyskał 0,16% a Nasdaq Composite wzrósł o 0,53%.
W Europie również indeksy spadały. Powód był taki jak zwykle w ostatnim czasie. Dalsze osłabienie dolara, szkodliwe dla europejskich eksporterów. Na giełdzie niemieckiej taniały m.in. z tego powodu walory BMW (-1,3%) i koncernu farmaceutycznego Schering (-1,3%). Indeks DAX stracił ostatecznie 0,54%. Notowane na giełdzie w Paryżu walory koncernu przemysłowego Alstom staniały aż o 7,5%, a przyczyniła się do tego w dużym stopniu obniżka rekomendacji z "trzymaj" do "sprzedaj" wydana przez Deutsche Bank. Indeks CAC-40 spadł o 0,09%.