Krajowy rynek akcji, spadając w poprzednim tygodniu poniżej poziomów wrześniowo-październikowych minimów, jednoznacznie przekreślił wcześniejsze nadzieje optymistów na wznowienie hossy w ostatnich tygodniach roku. Trwająca przez 2,5 miesiąca stabilizacja cen na wysokim poziomie doprowadziła do ukształtowania się bardzo silnej strefy oporu, której pokonanie w najbliższych miesiącach należy uznać za wysoce nieprawdopodobne. Co nie znaczy jednak, że rynek takiej próby nie podejmie. Ostatnie sesje grudnia wydają się idealnym momentem dla takiego testu. Osobiście za nieprzekraczalny dla byków poziom uznaję strefę 1560-1620 pkt. Rozpoczęte tydzień temu odreagowanie spadków raczej nie jest jeszcze początkiem owej hipotetycznej grudniowej zwyżki.

Listopadowy spadek głównych indeksów poniżej najniższych poziomów notowanych w październiku wyraźnie naruszył typowy sezonowy wzorzec, zgodnie z którym półroczny okres od końca października do końca kwietnia zwykle przynosi wzrost cen akcji. W ponad 12-letniej historii GPW taka anomalia przydarzyła się zaledwie 2-krotnie: w 1994 oraz 1997 roku. W obu przypadkach to listopadowe zaburzenie sezonowego wzorca zapowiadało przedłużenie okresu słabej koniunktury o kolejne 2-4 miesiące (do połowy stycznia 1998 i do końca marca 1995). Ostatnia silna wyprzedaż polskich akcji nastąpiła pomimo względnie stabilnej sytuacji na zagranicznych rynkach (poza Japonią). Zachodnie giełdy ciągle rozpaczliwie walczą o utrzymanie się w trendach wzrostowych, ale ich coraz słabsza zdolność do reagowania na pozytywne statystyki makroekonomiczne jest wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. W najbliższych tygodniach oczekiwane spadki na świecie nie powinny więc nadmiernie negatywnie wpływać na nasz wyprzedany rynek. Wydaje się jednak, że nowy rok zacznie się na rynku akcji podobnie jak obecny, co ponownie stworzy w I kw. okazję do kupna, po znacznie bardziej atrakcyjnych od obecnych cenach.