Ostatnich kilka sesji na warszawskiej giełdzie może przyprawić o zawrót głowy nawet najbardziej spokojnego inwestora. Najpierw bardzo nerwowo i przy dużym obrocie indeksy poszybowały w dół, a potem nastała błoga cisza, podczas której kursy zaczęły anemicznie odrabiać straty przy koszmarnie niskich obrotach. Nikt nie wie, o co w tej grze naprawdę chodzi.

Podwyższenie w piątek przez bank centralny Węgier stóp procentowych aż o 300 punktów bazowych z pewnością nie pomogło naszemu rynkowi i może doprowadzić do dalszej wyprzedaży akcji i obligacji skarbowych. Baza między kontraktami na WIG20 a instrumentem bazowym jest ujemna, co z reguły nic dobrego nie zwiastuje (może to będzie wyjątek!). I jak tu być optymistą- Jednak w dalszym ciągu wierzę, że jest potencjał do wzrostu, tym bardziej że w gospodarce widać ewidentne ożywienie, co się przełoży na lepszą kondycję firm. A że sytuacja na giełdzie wygląda fatalnie i komentarze są pesymistyczne, to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dalszy spadek do minimów byłby zbyt prosty.

Ostatnie tak głębokie spadki przerosły oczekiwania nawet niedźwiedzi. Totalna wyprzedaż na naszym rynku złamała hossę jak zapałkę (ale tylko z technicznego punktu widzenia), pokazując po raz kolejny, jak żenująco płytkim rynkiem jest giełda w Warszawie. Tak więc wzrost do poziomów sprzed spadków może odbyć się w równie szybkim tempie.

Z niecierpliwością czekam na zestawienie portfeli OFE. Wiadomo, że blisko szczytów miały pełne portfele akcji i pewnie po raz kolejny odebrały je od sprzedającej zagranicy na samym wierzchołku. Zaczyna mnie to martwić, bo nasze emerytury topnieją.

Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji wróżenie, czy urośnie, czy spadnie, nie ma sensu, gdyż rynkiem rządzą emocje i naprawdę każdy scenariusz jest możliwy. Jesteśmy teraz jak "dzieci we mgle", więc nie będę udawał, że wiem, co się teraz stanie. Mogę mieć tylko nadzieję, że rynek uspokoi się i ustabilizuje powyżej ostatnich minimów (najlepiej w okolicach 1450-1500 punktów), gdyż powodów do dalszych spadków na razie nie ma.