Trwająca od kilku miesięcy, a ostatnio przybierająca na sile, przecena polskich obligacji rządowych zdecydowanie oddaliła nas od wizji szybkiego przyjęcia euro. Obecnie matematyka finansowa użyta do wyliczenia przewidywań inwestorów z krzywej rentowności obligacji polskich i niemieckich daje szokujące wskazówki. Z czystego matematycznego wyliczenia przewidywań rynku stop procentowych w Polsce i w strefie euro wynika, ze nie ma mowy o żadnej istotnej konwergencji stop do euro, nawet w możliwie dalekiej, dwudziestoletniej perspektywie. Może oznaczać to istnienie pokaźnej premii za ryzyko, które inwestor musi ponosić, aby "dotrwać" z polska dziesięcioletnia obligacja rządowa do momentu przystąpienia Polski do Unii Walutowej i przyjęcia wspólnej waluty, jeśli przyjmie się ze taki scenariusz jest ciągle prawdopodobny.
Najlepszym miernikiem ryzyka konwergencji stóp procentowych w złotym do stóp wyrażonych w euro jest różnica między pięcioletnimi stopami terminowymi za pięć lat w tych dwóch walutach (strefę euro będzie reprezentować rynek niemiecki). Różnicę tę mierzy się w punktach bazowych, czyli setnych procentu, i wynosi ona obecnie ok. 170-180 pb.
Zaletą tej miary ryzyka jest to, że pokazuje ona ryzyko specyficzne dla danego rynku. Jeżeli rentowność polskich obligacji wzrasta w tym samym tempie, co niemieckich, spread terminowy raczej się nie zmienia. Zatem to, co się stało w ciągu ostatnich pięciu miesięcy, miało głównie związek ze specyficznym ryzykiem inwestowania w naszym kraju. No właśnie, co się stało-
Po pierwsze, można powiedzieć, jak to zwykli robić makroekonomiści, wyjaśniając zmiany wskaźników gospodarczych, że baza była niska. W czerwcu 2003 r. spread terminowy wyniósł tylko 25 pb. i było to mniej więcej tyle, ile wynosiła różnica rentowności pięcioletnich obligacji greckich i niemieckich. Polska nie była wtedy (i nie jest nadal) w Unii Europejskiej, a co dopiero mówić o unii walutowej, w której od kilku lat jest Grecja.
Po drugie, rynek od kilku lat przyzwyczaił się do dobrego marketingu Polski za granicą i do trendu malejącego stóp procentowych. A co za tym idzie, trudno mu było się od tego procesu "odzwyczaić".