Ostatnie sesje ubiegłego tygodnia wskazywały już wyraźnie na wyczerpanie strony podażowej. Rynek nie reagował w piątek na słabość naszego zachodniego sąsiada - frankfurckiego DAX. A początek nowego miesiąca zmienił diametralnie nastroje, jakie panowały na rynku od dwóch tygodni. Spadki, których byliśmy świadkami, zbiegły się w czasie z dosyć rzadkim, występującym nieregularnie raz na dwa lata układem planet. Mars i Jowisz tworzyły przez te dwa tygodnie opozycję, czyli znajdowały się naprzeciw siebie względem Ziemi. Smaczku dodaje fakt, że ścisła opozycja miała miejsce 20 listopada, czyli w dniu największej paniki na wszystkich rynkach. Poprzednio wystąpiła m.in. na przełomie września i października 2001 r., a dokładnie 3 października 2001r., kiedy WIG20 znajdował się poniżej 1000 pkt (historyczne minimum). Kilka dni po tym zaczął się trend, który wyciągnął rynek do prawie 1500 pkt!

Nie wyciągałbym jednak tak daleko idącej analogii. Jest faktem, że przez te dwa tygodnie mieliśmy do czynienia z czymś nieracjonalnym. Dziwiła mnie nerwowość inwestorów posiadających akcje. Dziwiła bardzo wysoka przecena kilku najlepszych fundamentalnie walorów. Minęło kilka kolejnych sesji, zaczął się nowy tydzień i oto mamy całkowitą zmianę nastroju. Możliwe, że zaczął się nowy trend. Możliwe, że w jego trakcie indeks przekroczy 1700 pkt. Możliwe, że nawet pobije historyczne szczyty. Ale jedno jest dla mnie niemal pewne - nie spadniemy teraz tak łatwo poniżej 1400 pkt! Rynek wyprzedał się. W trakcie paniki pękały nerwy nawet twardym graczom.

Zasięg ruchu, który właśnie się zaczął, będzie zależeć teraz od tych rąk, które przejęły akcje. Niewysoki obrót odczytuję jako brak podaży na obecnych poziomach cenowych. Biorąc pod uwagę fakt poprawy nastrojów - do zeszłego tygodnia tak złych, że można to nazwać podnoszeniem się z dna - oczekiwałbym w grudniu co najmniej szerokiego trendu bocznego w przedziale 1450-1700. Nie wiem, co takiego musiałoby się teraz stać, aby rynek spadł poniżej 1400 pkt.