Przebicie w dół przez indeks WIG20 poziomu 1480 pkt w trzecim tygodniu listopada br. zapowiadało realizację formacji podwójnego szczytu i spadek nawet do 1300 pkt. Tymczasem poniedziałkowa sesja przyniosła dość nieoczekiwane dynamiczne odreagowanie spadków i rozbudziła nadzieje na powrót tendencji wzrostowej. Szybki powrót optymistycznych nastrojów nieco dziwi i niepokoi, gdyż po jednej mocniejszej sesji (w dodatku z nie najwyższymi obrotami) trudno oczekiwać trwalszej poprawy koniunktury.
Udany początek miesiąca nasz rynek zawdzięcza przede wszystkim znakomitej postawie rynków zagranicznych. Indeksy w Stanach Zjednoczonych i Europie biją nowe rekordy, czemu sprzyja tradycyjnie silniejszy na przełomie miesięcy dopływ nowych środków do funduszy inwestycyjnych. Nadzieje na rajd św. Mikołaja odradzają się, choć negatywne czynniki nie straciły na aktualności.
Bilans popytu i podaży na rynku akcji w Stanach Zjednoczonych stopniowo przechyla się na korzyść tej drugiej. Z każdym miesiącem rośnie liczba nowych emisji i ich wartość. Ponadto wskaźnik wartości akcji sprzedanych przez insiderów do akcji kupionych osiągnął ostatnio poziom ok. 60, najwyższy od chwili rozpoczęcia zbierania tych danych.
Deficyty w Stanach Zjednoczonych przyciągają już stale uwagę rynku walutowego, a deprecjacja dolara nie jest w stanie zatrzymać się choćby na parę miesięcy. Spadek dolara może w końcu przybrać bardziej gwałtowną formę, co przyniosłoby amerykańskiej gospodarce więcej szkód (wzrost premii za ryzyko związanej z inwestowaniem w amerykańskie obligacje) niż korzyści (większy eksport).
Przebieg koniunktury w tym roku znacznie odbiega od utartych schematów. Nie było efektu stycznia, nie sprawdziło się powiedzenie nakazujące sprzedaż akcji w maju, a zamiast spadku w okresie od lipca do września mieliśmy do czynienia z dawno nie oglądanym w tym okresie wzrostem. Oby nie okazało się zatem, że św. Mikołaj nie będzie w tym roku dla inwestorów tak łaskawy, jak to się na pozór zapowiada.