Po prawie dwutygodniowej stabilizacji kursu indeksu w okolicy 1440 pkt początek tygodnia przyniósł silne wybicie górą. Wczorajsza sesja, po pozytywnym zakończeniu poniedziałkowych notowań w Stanach, upłynęła już zgodnie ze znanym scenariuszem. Otwarcie było przeciętne, początkowo przeważały niedźwiedzie, ale potem do ofensywy ponownie przystąpiła strona popytowa. Opór w okolicy 1530 pkt, wyznaczony przez linię łączącą minima z września i października, okazał się jednak zbyt silną barierą do przełamania.

Obserwując przebieg wykresu w ostatnim czasie można dojść do wniosku, że inwestorzy kierujący się analizą techniczną, dostają potężnych zawrotów głowy. Dawno nie było takiego nagromadzenia fałszywych sygnałów i załamania formacji technicznych. Po przełamaniu linii, łączącej dołki z września i października, można było oczekiwać silnego spadku, wynikającego z realizacji bądź formacji podwójnego szczytu, bądź też formacji trójkąta. Minimalny zakres zniżki, wynikający z tych formacji, to poziom ok. 1200-1250 pkt. Stabilizacja notowań z końca listopada przyjmująca postać formacji chorągiewki potwierdzała wcześniejsze spadkowe założenia, co widoczne było także na rynku terminowym, gdzie gracze uparcie utrzymywali ujemną bazę. Ostatecznie okazało się, że rynek po raz kolejny pokazał, iż większość się myli. Pomimo wysokiej wiarygodności chorągiewki jako formacji kontynuacji trendu, wykres indeksu wybił się w górę.

Ostatnie doświadczenia pokazują, jak nieprzewidywalny potrafi być rynek. Chyba po raz pierwszy w historii polskiej giełdy doświadczamy tak wyraźnego podziału czynników wpływających na notowania. Z jednej strony, silne fundamenty sektora prywatnego w połączeniu z widocznymi oznakami ożywienia gospodarczego przemawiają za dalszymi zwyżkami indeksów. Z drugiej strony, opłakany stan finansów publicznych oraz słabość ekipy rządzącej zwiększają ryzyko inwestowania na giełdzie.