Grudzień zaczął się na krajowym rynku akcji obiecująco, ale jest mało prawdopodobne, by utworzony we wrześniu w okolicach poziomu 1500 pkt opór mógł być sforsowany już przy pierwszym ataku. Sądzę, że po jeszcze kilku sesjach równie niemrawych, jak w trakcie trzech minionych dni ataków, byki zostaną zmuszone do odtrąbienia odwrotu. Wycofają się jeszcze przed świętami na z góry upatrzone pozycje w silnie umocnionej strefie 1353-1397 pkt i, po przegrupowaniu, stamtąd przeprowadzą na ostatnich sesjach roku poważniejszy atak. Atak - dodajmy - samobójczy, jako że szans na przedarcie się WIG20 przez pozycje niedźwiedzi w strefie 1550-1620 pkt raczej nie ma. Ostatni okres na krajowym rynku akcji najlepiej, moim zdaniem, porównywać do trwających 18-21 tygodni faz dystrybucji ze stycznia-maja 2002 r., lutego-lipca 2000 r. czy marca-lipca 1998 r. Jeśli ta hipoteza jest poprawna nasz rynek powinien dotrwać w jako takiej formie do początku stycznia, a następnie, zakończywszy fazę dystrybucji, rozpocząć korektę.
Ostatnia globalna zwyżka cen akcji rozpoczęła się w marcu, od najsilniejszego od 1982 roku tygodniowego wzrostu średniej przemysłowej Dow Jonesa (8,4%). 8 miesięcy później ten sygnał rynku sugerujący istnienie podobieństwa pomiędzy sytuacją po 1982 roku z tą po 2002 roku, został potwierdzony przez makroekonomiczne statystyki. W III kw. tempo wzrostu PKB w USA wyniosło 8,2% (w ujęciu rocznym), czyli najwięcej od czasu 7,3-9,8--proc. dynamiki z okresu II kw. 1983-II kw. 1984 r. Indeks ISM dla przemysłu skoczył w listopadzie do poziomu 62,8 pkt, nie widzianego od okresu lipiec-grudzień 1983 r. 20 lat temu, kupując na NYSE akcje, po publikacji równie rewelacyjnych jak ostatnio danych, miało się już za sobą trwający od sierpnia 1982 r. wzrost DJIA o 60%, a przed sobą perspektywę osiągnięcia kilku procent zysku, a następnie ich utraty w trakcie korekty trwającej od stycznia do lipca 1984 r. Prawdę mówiąc nie widzę powodu, dla którego obecnie miałoby być inaczej.