Kilka lat temu byłem członkiem Komisji ds. Odbiurokratyzowania Gospodarki, którą powołał ówczesny wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz. Komisja składała się z wiceministrów wszystkich resortów, ekspertów oraz kilku dziennikarzy piszących o gospodarce. Już po kilku spotkaniach nabrałem przekonania, że walka z biurokracją jest walką z wiatrakami. Z nią nie można walczyć, ją trzeba zlikwidować. W jaki sposób? Odbierając jej władzę, czyli po pierwsze, zabierając przywilej przyznawania koncesji i pozwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej. Po drugie, ograniczając do minimum uprawnienia kontrolne. Po trzecie, stanowić prawo, którego nie można różnorodnie interpretować.

Mimo determinacji Leszka Balcerowicza i jego najbliższych współpracowników, los komisji był przesądzony. Co utwierdziło mnie w tym przekonaniu? Wypowiedź jednego z wiceministrów, który omawiając jakieś zagadnienie, przekonywał o "złożoności i wieloaspektowości" materii, którą mieliśmy rozpatrywać. Dlatego też, kontynuował wiceminister, należałoby powołać "zespół międzyresortowy" (ulubione określenie biurokratów), w celu "wszechstronnego omówienia zagadnienia". Niewiele chyba osób widziało zdenerwowanego wicepremiera Balcerowicza. Ta wypowiedź każdego normalnego człowieka mogła wyprowadzić z równowagi. "Kto miałby tworzyć ten zespół, skoro na sali są przedstawiciele wszystkich ministerstw?", zapytał wówczas retorycznie minister finansów, przerywając kwiecisty potok słów wiceministra. Wówczas zrozumiałem, że zespół będzie tak długo istniał, jak długo Leszek Balcerowicz będzie ministrem finansów. Niewiele się pomyliłem. Po rozpadzie koalicji i odejściu wicepremiera odbyło się jeszcze kilka spotkań, w trakcie których przedstawiono dotychczasowe "osiągnięcia" i bogate zamierzenia na przyszłość. Potem zapomniano nawet powiadomić członków zespołu, że przestał on istnieć. A może działa nadal, tylko jego członkowie o tym nie wiedzą.

Mówiąc poważnie, żadnemu rządowi nie udało się do tej pory stworzyć przyjaznego, czyli wolnego od biurokracji, klimatu dla przedsiębiorców. Mogę się założyć, że obecnemu rządowi też to się nie uda. Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej leży spokojnie w parlamencie i niewiele dobrego się z nią dzieje. Wszyscy zajęci są aferami, szukają odpowiedzi na pytania: kto dał, kto wziął, i jaka jest stawka za przepchnięcie korzystnych zapisów w prawie. Stare przysłowie mówi, że okazja czyni złodzieja. Niejasne prawo, nadmiar kontroli, władza nad przedsiębiorstwem oddana w ręce urzędnika - to wszystko tworzy przyjazny klimat dla korupcji. Zastanawiamy się, czy urzędnicy, którzy doprowadzili do nieuzasadnionego zatrzymania Romana Kluski, poniosą odpowiedzialność finansową. W tej sprawie jest jeszcze jedno pytanie: kto jest odpowiedzialny za ustanowienie prawa, które zwalnia importowane komputery z podatku VAT, a produkowane w kraju obciąża taki podatkiem? Czekam na odpowiedź.