Zgodnie z przepisami, fiskus pobiera podatek od zysków z obu rodzajów funduszy kapitałowych - tych, prowadzonych przez TFI, oraz oferowanych przez firmy ubezpieczeniowe. Tyle tylko, że podmioty te wcale nie są traktowane w ten sam sposób. W przypadku funduszy inwestycyjnych podatek jest naliczany przy każdej wypłacie środków. Nawet jeśli klient robi to tylko po to, by dokonać konwersji na jednostki innego funduszu, zarządzanego przez to samo TFI.

Lepiej mają klienci firm ubezpieczeniowych, którzy wykupili polisę z funduszem. W tym przypadku podatek jest pobierany przy wypłacie świadczenia. Ta zasada została przeniesiona także do nowej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Dla klientów firm ubezpieczeniowych oznacza to, że mogą dowolnie zmieniać fundusze, nie musząc płacić podatku. I to nawet, jeśli ubezpieczyciel jest tylko pośrednikiem, który nie prowadzi własnych funduszy, tylko inwestuje w podmioty zarządzane przez TFI. Tak robi np. Skandia.

Konsekwencją takich przepisów jest nie tylko gorsze traktowanie klientów funduszy inwestycyjnych przez prawo. Okazuje się, że wskutek takich rozwiązań klient TFI będzie miał na swoim koncie mniejsze środki niż właściciel polisy - oczywiście, przy takich samych opłatach, stopie zwrotu oraz wartości środków, które do funduszu trafiają. Co ciekawe - także fiskus zarobi mniej na kliencie TFI niż firmy ubezpieczeniowej.

W nowej ustawie podatkowej jednak zapisy dotyczące opodatkowania funduszy inwestycyjnych są na tyle niejasne, że - zdaniem prawników - dopuszczają możliwość kompensacji zysków i strat. Taka zmiana znacznie poprawiłaby sytuacją klientów TFI. Jednak Ministerstwo Finansów w wyjaśnieniu, które przesłało do naszej redakcji, twierdzi, że opodatkowanie zysków z jednostek nie zmieni się w przyszłym roku.