Patrząc na zachowanie amerykańskich rynków, odnosi się wrażenie, że nic nie jest w stanie zmącić dobrego nastroju inwestorów. Każde osłabienie notowań wykorzystywane jest do napełniania portfeli akcjami. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że kolejne ruchy w górę są coraz słabsze. Wynika to z wiszących nad rynkiem zagrożeń, wynikających ze spadku wartości dolara oraz oczekiwanego przez większość analityków stopniowego podnoszenia się rynkowych stóp procentowych. Wymowne jest to, że najpierw - w połowie czerwca - zwyżka indeksów wytraciła tempo, po tym jak zaczęła zwiększać się rentowność długoterminowych obligacji, potem zaś - na początku września - dynamika ruchu w górę jeszcze bardziej osłabiła się, gdy ponownie w dół zaczął iść dolar.
Szeroki rynek amerykański
W przypadku wskaźnika S&P 500 w dalszym ciągu tempo zwyżki wyznacza lekko rosnący kanał. Obejmuje on notowania od początku sierpnia. Dolna granica wypada na wysokości 1040 pkt, górna zaś przy 1090 pkt. Dla technicznego obrazu indeksu znaczenie mają jeszcze dwa elementy. Pierwszym jest linia, biegnąca po dołkach z marca i końca września tego roku, stanowiąca trzecią linię formacji wachlarza. Została ona przełamana przed miesiącem, dając sygnał zbliżającego się końca okresu dobrej koniunktury. Wnioski z wykresu uzupełniają obliczenia dotyczące minimalnego zasięgu wzrostu, wynikającego z tworzonej od połowy 2002 r. do wiosny 2003 r. formacji odwróconej głowy z ramionami. Wynika z nich, że S&P 500 dotrze do 1083-1113 pkt (w zależności od przyjętej metody liczenia). Na wysokości 1090 pkt silny opór stanowi 50-proc. zniesienie całej bessy.
W tej sytuacji wnioski są jednoznaczne. Wyjście górą z czteromiesięcznego kanału kazałoby odrzucić hipotezę o tworzeniu formacji odwrócenia trendu. Równocześnie indeks ma szansę w dalszym ciągu w ślamazarnym tempie podążać na północ dopóty, dopóki nie dojdzie do przebicia dolnej granicy formacji. Byłaby to zapowiedź zmiany średniookresowej tendencji na malejącą.
Segment technologiczny w USA