Przedmiotem dochodzenia jest zgodność z prawem obniżonych opłat lotniskowych oraz rekompensat wyrównujących różnorodne straty Ryanair. Pomocy tej udzielają irlandzkiemu przewoźnikowi władze regionalne Walonii, do których należy lotnisko, a także zarządzające nim przedsiębiorstwo Brussels South Charleroi Airport.
Niekorzystna dla Ryanair decyzja Komisji Europejskiej może oznaczać konieczność zwrócenia przez firmę otrzymanych subwencji. Przewoźnik musiałby też przenieść się na inne lotnisko, a mniej korzystne warunki mogłyby pogorszyć rentowność i nasilić spadek notowań, który w ciągu minionego roku wyniósł 5,2%.
Ryanair, zajmujący w tanich przewozach drugie miejsce na rynku europejskim po brytyjskim EasyJet, osiągnął sukces w dużym stopniu dzięki niskim kosztom korzystania z państwowych lotnisk. Po spodziewanej za kilka tygodni decyzji w sprawie Charleroi władze UE mają zająć się umowami irlandzkiego przewoźnika z francuskimi portami lotniczymi w Strasburgu i Pau.
Konkurenci Ryanair krytykują jego postępowanie i starają się nie korzystać z zabronionych subwencji. Na przykład Virgin Express ma w Belgii bazę na lotnisku Zaventem, gdzie opłaty są wyższe niż w Charleroi. Wątpliwości mają też niektóre lotniska. Port lotniczy Tarbes-Lourdes-Perenees na południu Francji nie skorzystał z oferty Ryanair, gdyż uznał ją za sprzeczną z obowiązującymi zasadami.
Subwencje mają też inną stronę. Dzięki nim niektóre regiony uzyskują dodatkowe wpływy i zapewniają zatrudnienie miejscowej ludności. W Walonii dzięki umowie z irlandzkim towarzystwem lotniczym pracę ma około 3 tys. osób, co jest szczególnie ważne wobec bezrobocia, które sięga tam 18%. Podobnie rozumują władze Pau. Dzięki pomocy marketingowej dla Ryanair miasto odwiedziło w ciągu pół roku 42 tys. turystów, głównie z Wielkiej Brytanii.