Trwa trend wzrostowy na wykresie indeksu S&P500. Ostatnie zwyżki doprowadziły do wybicia ponad znajdujące się w okolicy 1080 pkt górne ograniczenie klina zwyżkującego. Tym samym formacja ta straciła ważność i niedźwiedzie nie mogą już brać jej na potwierdzenie swoich pesymistycznych scenariuszy. Szybko jednak pojawiła się kolejna okazja do podkopywania fundamentów ostatniej zwyżki. Tworzy ją indeks rynku technologicznego Nasdaq Composite, który nie zdołał tak jak S&P500 utworzyć nowych szczytów. Takie dywergencje zdarzały się w przeszłości już nieraz i do momentu, kiedy nie zostaną potwierdzone przez wyraźne sygnały sprzedaży, nie ma się nimi co przejmować. Jak na razie oba indeksy znajdują się w trendach wzrostowych i nie ma powodów do wpadania w panikę. Prawdziwe zagrożenie pojawi się, gdy S&P500 nie zdoła utrzymać pozytywnych sygnałów na najbliższych sesjach i spadnie poniżej 1055 pkt. Wtedy grający na zniżkę dostaną to, na co tak bardzo czekali, czyli pierwszy poważny sygnał sprzedaży. Konsekwencją tego powinna być dalsza przecena, aż do sierpniowego dołka, czyli okolic 965 pkt. Tutaj natomiast będą się ważyły losy średnioterminowego trendu i jeżeli podaż będzie na tyle silna, by doprowadzić do głębszego spadku, to prawdopodobna stanie się zniżka nawet do 800 pkt.
Ten czarny scenariusz ma się jednak nijak do rozwoju sytuacji na ostatnich sesjach. Inwestorom najwyraźniej bliższy jest poziom 1170 pkt, który wynika z powstałej na wykresie S&P 500 na przełomie czerwca i lipca flagi. Formacja ta tworzy się zazwyczaj w połowie dynamicznych ruchów, a zważywszy że poprzedziła ja 170-punktowa zwyżka, tyle samo należałoby oczekiwać po wybiciu ponad 1000 pkt.
W przypadku indeksu Nasdaq Composite istotne będzie zachowanie się na dwóch poziomach. Pierwszy to wsparcie w okolicy 1880 pkt, które tworzy dołek z 18 listopada. Opór natomiast znajduje się na wysokości 1990 pkt i tworzy je ostatni szczyt. Przebicie którejkolwiek z tych barier powinno skutkować ruchem indeksu o 100 punktów.