Reklama

Obraz jak instrument finansowy

Najbogatsi Polacy reagują podobnie jak ludzie majętni na całym świecie. Najpierw budują wille i rezydencje, kupują luksusowe samochody, a wreszcie zwracają uwagę na antyki i sztukę. Co prawda w wypadku handlu dziełami sztuki daleko nam jeszcze do takich centrów jak Nowy Jork, Londyn, Paryż czy Tokio, ale jest już o czym mówić.

Publikacja: 31.12.2003 09:32

W wielu miejscach Polski słychać już uderzenia młotka na aukcjach. I choć także u nas z powodu recesji rynek się kurczy, nie brakuje spektakularnych, sensacyjnych licytacji. - Rynek dzieł wybitnych radził sobie w ostatnich latach świetnie. Świadczą o tym chociażby wyniki aukcyjne. Obrazy kilku poszukiwanych przez kolekcjonerów malarzy nawet w najgłębszym kryzysie znajdowały nabywców. Dotyczy to np. malarstwa Jerzego Nowosielskiego, Wojciecha Fangora, a z młodszych - Jarosława Modzelewskiego - mówi Mariusz Rosiak, właściciel poznańskiej Galerii "R". W krajach bogatszych znaczącym odbiorcą rynku sztuki są przedstawiciele klasy średniej. U nas to jeszcze odległa perspektywa i "średniacy" muszą czekać na lepsze czasy, obserwując tylko poczynania inwestorów i kolekcjonerów o wypchanym portfelu.

Z czym

do kolekcji?

Tym, którzy dopiero zamierzają kupować obrazy, były tenisista, a obecnie kolekcjoner Wojciech Fibak radzi, by zaufali marszandom. - Nie wystarczy to, że ktoś ma firmę, akurat dużo zarobił i mając poczucie, że o wszystkim sam decyduje wchodzi do galerii, dokonuje wyboru i płaci. To przekonanie, że o wszystkim wie się najlepiej i przyzwyczajenie, że odnosi się tylko sukcesy, w tym wypadku się nie sprawdza. To nie przekłada się na sztukę. Wchodząc do galerii człowiek musi wykazać się dużą pokorą, mieć sporo czasu. Sztuka wymaga poznania, wiedzy, oczytania. Trzeba się uczyć, pytać. Dlatego dużą rolę odgrywają doradcy. Wiadomo, że w końcu to ja decyduję, co kupuję, na każdym zakupionym obrazie odciska się mój duch. Ale zawsze, zanim coś kupię, pytam marszandów, do których mam zaufanie, a później dopiero się decyduję. U nas nie ma wielkich kolekcji, nie ma tradycji zbierania szczególnie sztuki współczesnej, która jest najtrudniejsza w odbiorze. Łatwiej kupić ułana pędzącego na koniu niż abstrakcję Stefana Gierowskiego, której kupienie wymaga wysiłku.

Mariusz Rosiak ocenia, że ci, którzy zamierzają zwrócić swoje zainteresowanie ku sztuce i tworzyć kolekcje - reprezentują dwie postawy. Jedni traktują dzieło sztuki jako inwestycję. - Wtedy najlepiej poruszać się wśród sprawdzonych nazwisk, gdzie przyrost wartości jest stabilny i zawsze większy niż w wypadku każdego innego instrumentu finansowego. To, oczywiście, dotyczy dzieł artystów wybitnych. Drugą postawę prezentują ci, którzy chcą przeżyć przygodę ze sztuką, traktować kolekcjonowanie jako życiową pasję. - Taki człowiek nie musi być wrażliwy na magię nazwisk, zapuszcza się w obszary nieznane, niespenetrowane przez kolekcjonerów, często poszukuje wśród artystów młodych, takich, którzy za kilka lat będą mieli pozycję porównywalną z tymi, którzy dzisiaj wyznaczają trendy na rynku sztuki. Mariusz Rosiak nie ukrywa, że ta postawa jest mu bliższa, bo jest w niej element ryzyka. - Trzeba kupować dzieła artystów na początku ich karier, bo później są one już tylko droższe, oczywiście, jeśli rozwój tych artystów potoczy się zgodnie z pozytywnym scenariuszem.

Reklama
Reklama

Pieniądze, pieniądze

Pod koniec listopada po raz pierwszy odbyły się Targi Sztuki w Warszawie zorganizowane z inicjatywy prezesa Domu Aukcyjnego Rempex Marka Lengiewicza. W Krakowie targi sztuki i antyków odbywają się co roku w sezonie wiosennym. Także w Poznaniu zmobilizowali się artyści i pod egidą ASP przygotowują prezentację dokonań uczelni artystycznych z całej Polski, połączoną z możliwością zakupu ich dzieł. Siła takich spotkań nie leży tylko w handlu. Przede wszystkim animują one rynek, wzbudzają społeczne zainteresowanie sztuką. Koszty takich imprez są jednak spore, co spowodowało na przykład przeniesienie poznańskiej imprezy targowej z grudnia na wiosnę. Poza tym kontakty handlowe w nielicznym środowisku polskich marszandów - gdzie wszyscy wszystkich znają - istnieją niezależnie od targów.Na warszawskich targach pokazały się domy aukcyjne, takie jak Polski Dom Aukcyjny Sztuka, Desa Unicum, Rempex, wykorzystując czas na prezentację swoich ofert. Ostatnia w 2003 roku, 26. Aukcja Polskiego Domu Aukcyjnego Sztuka w warszawskiej Zachęcie zapisze się w pamięci jej uczestników spektakularną sprzedażą obrazu Andrzeja Wróblewskiego "Matka z zabitym dzieckiem". Dzieło to wystawiono na aukcję z ceną 280 tysięcy złotych. Ostateczny rezultat długiej licytacji to 470 tysięcy złotych! Jest to rekord cenowy za pracę zaliczaną do współczesnej sztuki polskiej. Uwzględniając nałożoną na transakcję kupna opłatę skarbową nabywca "Matki z zabitym dzieckiem" musiał wyłożyć ponad pół miliona złotych!

Podczas listopadowej aukcji w Domu Aukcyjnym Rempex w Warszawie przy ul. Karowej, którą prowadził znany marszand krakowski Andrzej Starmach, pastel Leona Wyczółkowskiego "Woły (Orka na Ukrainie)" z 1903 r. wyceniono na 70 tysięcy złotych. Chętnych do kupna pracy nie brakowało i ostatecznie sprzedany został za 140 tysięcy. Wysokie przebicie ceny wyjściowej uzyskał także klasyczny dla Juliana Fałata, jego pastel "Świerki w śniegu" - 52 tysiące, przy wywołaniu za 30 tysięcy złotych. Dzieł najwyższej próby było znacznie więcej, żeby wspomnieć tylko o pracy Zygmunta Waliszewskiego "Akteon" - fragment tryptyku "Diana i Akteon" z 1935 r., świetnie namalowanej "Nagonce" Juliana Fałata czy autoportrecie Zbigniewa Menkesa.

Oferta duża, nabywców mniej

W DA Rempex nie sprzedano np. doskonałej pracy wycenionej na 180 tysięcy złotych - obrazu Józefa Chełmońskiego "Podmokłe łąki - Żurawie" z 1905 roku. Ciekawie potoczyły się losy konterfektu polskiej królowej Marysieńki. Obraz nieznanego autora z XVIII w. nie znalazł nabywcy w I turze licytacji. W drugiej jej części, po cenie wywoławczej, kupiło ten atrakcyjny portret za jedyne 8 tysięcy zł Muzeum Narodowe w Krakowie.

W malarstwie współczesnym, zawsze obecnym na rempeksowych aukcjach, ruch był niewielki. Sprzedano po umiarkowanej cenie wywoławczej (5 tys. zł.) olej na desce Tadeusza Brzozowskiego "Twarz VI". Dziwił brak odzewu na zawsze chętnie kupowane klasyczne pastele - maski Stasysa Eidrigeviciusa. Wycenione na 7800 i 4500 zł prace spadły z licytacji. Niespodzianką było też pozostawienie bez echa dużej, olejnej pracy Juliusza Kossaka przedstawiającej braci Józefa i Władysława Rawiczów dosiadających wspaniałe konie. Podobny los spotkał też i inne aukcyjne pewniaki, jak np. prace Jerzego Nowosielskiego. Dwa olejne płótna, serigrafia i tusz na papierze nie znalazły odzewu na aukcji. Największe przebicie miała natomiast praca Henryka Gotlieba "Pejzaż z trzema postaciami". Pochodzący z lat 20. XX wieku olejny obraz sprzedano po cenie 2,5-krotnie wyższej od ceny wywoławczej - 20 tysięcy zł wobec 8 tysięcy. Akwarele Nikifora - "Pejzaż fantastyczny" i "Miasteczko - Rynek" wyceniono po 2400 zł, a sprzedano za 3700 i 3100 zł.

Reklama
Reklama

To, co powyżej, to tylko wycinek funkcjonowania polskiego rynku sztuki. Faktem jest, że elity finansowe, które dostrzegają swoją pasję w kolekcjonerstwie, są jeszcze w Polsce bardzo szczupłe, ale to się szybko zmienia. Nowe fortuny zaczynają lokowanie swych środków w sztukę. Powstają prywatne kolekcje. Ważne i ciekawe jest też to, że - podobnie jak narodowe rynki na całym świecie - cenimy sobie najbardziej sztukę własnego dziedzictwa.

Na świecie

Wydarzeniem na świecie była w 2003 roku sprzedaż ,,Zejścia do grobu" Mantegna (za 26,4 mln USD). Sławny portret Augusta Renoira "W różach" poszedł w nowojorskim Sotheby?s za 23,5 mln USD.

Najdrożej sprzedaną rzeźbą jest praca Constantina Brancusiego, za którą zapłacono 18 mln 200 tys. USD. 4 listopada 2003 r. na aukcji w nowojorskim domu aukcyjnym Christie?s sprzedano rzeźbę Brytyjczyka Henry?ego Moora za 6 mln 200 tys. USD. Największą łączną wartość sprzedaży w domach aukcyjnych w USA, Wielkiej Brytanii i Francji osiągnęły prace takich twórców jak Picasso, Renoir, Warhol, Degas. 2 listopada zakończyły się w Kolonii 37. "Art Cologne" - największe niemieckie targi sztuki współczesnej. Za 2 mln euro sprzedano tam m.in. dzieła Paula Klee?a i Karla Schmidla Rotluffa.

Kto jest więc najlepiej sprzedającym prace artystą na świecie? Odpowiedzi udzielił magazyn Artview. Po dokonaniu szczegółowej analizy sprzedaży dzieł przez żyjących współcześnie artystów, uwzględniającej ostatnie 30 lat, tytuł ten należy do Jaspera Johnsa. W ciągu ostatnich trzech dekad sprzedano jego prace za około 150 mln USD. Inne wpływowe medium rynku sztuki Art Review ogłosiło, jak co roku, listę najpotężniejszych osobistości światowego rynku sztuki. Na pierwszym miejscu znalazł się amerykański miliarder Ronald Lauder, za nim Francois Pinaut, właściciel domu aukcyjnego Christie?s. Trzecie miejsce zdobył Nicholas Serota, dyrektor Tate Gallery.

Na aukcji w nowojorskiej filii Sotheby?s rzeźba głowy atlety wykonana z brązu, pochodząca z I wieku n.e., sprzedana została za ponad 4,5 mln USD

Reklama
Reklama

Wiosną 2000 roku na aukcji

w Nowym Jorku obraz Pabla

Picassa "Martwa natura

z tulipanami" został sprzedany za 28,6 mln USD

Obraz Paula Cezanne?a "La Montagne Sainte-Victoire" na nowojorskiej aukcji domu aukcyjnego Philipsa (konkuruje z takimi liderami, jak m.in. Christie i Sotheby?s) w 2001 roku został sprzedany za 38,5 mln USD

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama