W wielu miejscach Polski słychać już uderzenia młotka na aukcjach. I choć także u nas z powodu recesji rynek się kurczy, nie brakuje spektakularnych, sensacyjnych licytacji. - Rynek dzieł wybitnych radził sobie w ostatnich latach świetnie. Świadczą o tym chociażby wyniki aukcyjne. Obrazy kilku poszukiwanych przez kolekcjonerów malarzy nawet w najgłębszym kryzysie znajdowały nabywców. Dotyczy to np. malarstwa Jerzego Nowosielskiego, Wojciecha Fangora, a z młodszych - Jarosława Modzelewskiego - mówi Mariusz Rosiak, właściciel poznańskiej Galerii "R". W krajach bogatszych znaczącym odbiorcą rynku sztuki są przedstawiciele klasy średniej. U nas to jeszcze odległa perspektywa i "średniacy" muszą czekać na lepsze czasy, obserwując tylko poczynania inwestorów i kolekcjonerów o wypchanym portfelu.
Z czym
do kolekcji?
Tym, którzy dopiero zamierzają kupować obrazy, były tenisista, a obecnie kolekcjoner Wojciech Fibak radzi, by zaufali marszandom. - Nie wystarczy to, że ktoś ma firmę, akurat dużo zarobił i mając poczucie, że o wszystkim sam decyduje wchodzi do galerii, dokonuje wyboru i płaci. To przekonanie, że o wszystkim wie się najlepiej i przyzwyczajenie, że odnosi się tylko sukcesy, w tym wypadku się nie sprawdza. To nie przekłada się na sztukę. Wchodząc do galerii człowiek musi wykazać się dużą pokorą, mieć sporo czasu. Sztuka wymaga poznania, wiedzy, oczytania. Trzeba się uczyć, pytać. Dlatego dużą rolę odgrywają doradcy. Wiadomo, że w końcu to ja decyduję, co kupuję, na każdym zakupionym obrazie odciska się mój duch. Ale zawsze, zanim coś kupię, pytam marszandów, do których mam zaufanie, a później dopiero się decyduję. U nas nie ma wielkich kolekcji, nie ma tradycji zbierania szczególnie sztuki współczesnej, która jest najtrudniejsza w odbiorze. Łatwiej kupić ułana pędzącego na koniu niż abstrakcję Stefana Gierowskiego, której kupienie wymaga wysiłku.
Mariusz Rosiak ocenia, że ci, którzy zamierzają zwrócić swoje zainteresowanie ku sztuce i tworzyć kolekcje - reprezentują dwie postawy. Jedni traktują dzieło sztuki jako inwestycję. - Wtedy najlepiej poruszać się wśród sprawdzonych nazwisk, gdzie przyrost wartości jest stabilny i zawsze większy niż w wypadku każdego innego instrumentu finansowego. To, oczywiście, dotyczy dzieł artystów wybitnych. Drugą postawę prezentują ci, którzy chcą przeżyć przygodę ze sztuką, traktować kolekcjonowanie jako życiową pasję. - Taki człowiek nie musi być wrażliwy na magię nazwisk, zapuszcza się w obszary nieznane, niespenetrowane przez kolekcjonerów, często poszukuje wśród artystów młodych, takich, którzy za kilka lat będą mieli pozycję porównywalną z tymi, którzy dzisiaj wyznaczają trendy na rynku sztuki. Mariusz Rosiak nie ukrywa, że ta postawa jest mu bliższa, bo jest w niej element ryzyka. - Trzeba kupować dzieła artystów na początku ich karier, bo później są one już tylko droższe, oczywiście, jeśli rozwój tych artystów potoczy się zgodnie z pozytywnym scenariuszem.