W ostatnim czasie warszawski rynek nie raczy nas ciekawymi, z punktu widzenia analizy technicznej, sesjami. Poza pierwszymi dniami stycznia, kiedy popyt odważnie zaatakował, podnosząc kontrakty z 1602 do 1714 pkt, mamy do czynienia z klasycznym trendem bocznym. Kontrakty ugrzęzły w przedziale 1667-1718 pkt i na razie niewiele wskazuje na to, żeby przedział ten szybko opuściły. Bykom nie pomagały ani zwyżki na świecie, ani też dobre dane makro napływające z polskiej gospodarki.
Niedźwiedzie natomiast nie potrafiły wykorzystać posiadanej przewagi technicznej. I to dość znacznej. Wynika ona z faktu, że opisywana konsolidacja znajduje się tuż poniżej silnej bariery podażowej, jaką tworzą szczyty z 1 września (1739 pkt) oraz 15 października ubiegłego roku (1724 pkt). Strona podażowa nie wykorzystała również sygnału sprzedaży na MACD.
Po piątkowej sesji powstał cień nadziei, że może da się wreszcie przerwać ten impas. Bykom udało się bowiem zanegować dwie formacje spadającej gwiazdy z wykresu tygodniowego oraz wybić powyżej oporu na tym wykresie. Co prawda, w bardzo słabym stylu, niemniej jednak jest szansa, że kupujący pójdą za ciosem i doprowadzą do wyjścia górą z opisywanej konsolidacji. Zdecydowane pokonanie 1718 pkt powinno skutkować wzrostem w okolice lokalnego szczytu z grudnia 2000 roku (1937 pkt). Poza technicznym warunkiem realizacji takiego scenariusza jest oczywiście kontynuacja hossy za oceanem.
Porażka byków, a w konsekwencji przełamanie 1667 pkt, zapoczątkuje natomiast ruch do 1550 pkt (10-miesięczna linia trendu wzrostowego). Tam też zdecydują się losy całego trendu zwyżkowego - to czy hossa będzie kontynuowana, czy też może kontrakty zaliczą spadek w okolice 1250-1300 pkt.