Czterej członkowie ówczesnej rady nadzorczej Mannesmanna - szef Joachim Funk, reprezentujący Deutsche Bank, prezes Josef Ackermann oraz dwaj przedstawiciele załogi - są oskarżeni o to, że zawiedli zaufanie inwestorów, pobierając w formie nagród i innych nadzwyczajnych wypłat równowartość 70 mln USD. Dwie inne osoby, w tym były prezes spółki Klaus Esser, oskarżone są o współudział. Wszyscy zaprzeczają, jakoby dopuścili się jakiegokolwiek wykroczenia.

Proces w Dusseldorfie będzie pierwszą w Niemczech rozprawą karną dotyczącą pieniędzy wypłaconych przez przedsiębiorstwo. Może też rozstrzygnąć, czy niemiecki system współdecydowania, dający pracownikom połowę miejsc w radach nadzorczych, jest wystarczającą przeciwwagą dla interesów największych akcjonariuszy. Obrona utrzymuje, że pieniądze były nagrodą za dobrą sytuację spółki. Prokurator publiczny uważa zaś, że były wypłacone nielegalnie. Proces potrwa co najmniej pięć miesięcy. Głównym oskarżonym, jeśli sąd uzna ich winę, grozi do 10 lat więzienia.

Jeśli w czasie procesu zostaną ujawnione wszystkie szczegóły działań przedstawicieli związków zawodowych przy podejmowaniu decyzji o wypłacie nagród, to niewątpliwie rozogni to trwającą od pewnego czasu dyskusję o ładzie korporacyjnym w Niemczech. Przedstawiciele największych tamtejszych spółek, a także wielu profesorów prawa i biznesu, wzywają do zmian przepisów obowiązujących od 1951 r. Opowiadają się oni za usunięciem z rad nadzorczych przedstawicieli załóg pracowniczych i związków zawodowych i przeniesienie ich do oddzielnych grup doradczych.