Na to, by móc odpowiadać za swoje decyzje, musi on mieć swobodę ich podejmowania. A nie ma swobody podejmowania wspólnik! Już przy trzech osobach odpowiedzialność się zaczyna rozmywać - każdy bowiem może powiedzieć: "Gdyby wspólnicy głosowali inaczej..."
A co dopiero przy dzisiejszych spółkach akcyjnych - gdzie np. Parmalat miał 300 tys. akcjonariuszy, zaś Enron bodaj ponad milion? Co który z tych "właścicieli" miał do powiedzenia?!?
Oczywiście: NIC!
Nie ma większej różnicy między działaniem Enronu a działaniem III Rzeczypospolitej czy PRL-u. Są, oczywiście, drobne: prezesi Enronu pójdą siedzieć, ministrowie PRL i RP - nie; III RP może jednostronnie zmieniać (na swoją korzyść, oczywiście) prawo - a Enron nie mógł (no, chyba że przekupił polityków...). Jednak w działalności operacyjnej - różnicy nie ma. Wpływ "właścicieli" na firmę jest taki sam, jak wpływ "obywateli" na państwo. I tak samo jak urzędnicy państwowi oszukują i okradają swoich obywateli, tak samo zarząd Enronu oszukiwał i okradał swoich akcjonariuszy. Natomiast śp. Henryk Ford nie okradał, bo sam był właścicielem Ford Motor Co., więc nie bardzo mógł - nawet gdyby chciał.
Rynek, na którym zamiast kapitalistów działają spółki akcyjne, to nie "kapitalizm", tylko marzenie trockistów (tacy rewolucjoniści, na lewo od komunistów - jakby ktoś nie wiedział); proszę sobie przeczytać książkę Jakóba Burnhama "Rewolucja Managerów", wydaną w 1940 roku. Autor nie ukrywa, że celem tej rewolucji ma być zniszczenie kapitalizmu, zniszczenie jego motoru, czyli dążenia do zysku. Managerowie, zdaniem śp. Burnhama, będą (i to się sprawdziło!) kierować się nie zyskiem, lecz względami "społecznymi" - tyle że dziś te "względy społeczne" to w dużej mierze robienie zakupów po nieco wyższej cenie w firmie prowadzonej przez kochankę lub ciocię prezesa.
Innymi słowy: spółka akcyjna to zaprzeczenie kapitalizmu! Zamiast "kapitalizmu z ludzką twarzą" - twarzą Forda, na przykład - mamy masy sterowane i oszukiwane przez klasę managerów.