W ubiegłym roku indeks DJIA zyskał na wartości jedną czwartą. To jeden z lepszych wyników w ciągu dekady. Jednocześnie cena złota poszła w górę o 20%. W efekcie pierwszy raz od czterech lat zdarzyło się, że wskaźnik, obrazujący relację ceny złota w stosunku do DJIA, spadł.
Jednak zanim dojdziemy do wniosku, że bessa ostatecznie odeszła w zapomnienie, warto zauważyć, że bardzo rzadko w przeszłości zdarzało się, iż zniżka tego wskaźnika była tak znikoma przy tak dużym wzroście DJIA. W czasach hossy z lat 90. tracił on często 25% rocznie, a w 1997 r. nawet 40%.
Jeśli wziąć pod uwagę wartości będące średnimi pomiędzy miesięcznymi minimami i maksimami ceny złota i poziomu indeksu, zauważymy wzrost relacji Złoto/DJIA o 5% w 2003 r. Co to oznacza?
Pomimo siły amerykańskiego rynku akcji inwestorzy wciąż poszukują bezpiecznych lokat. Skłania do tego słabość dolara, napięcia geopolityczne i wciąż niepewne losy koniunktury w amerykańskiej gospodarce (nie tworzy ona nowych miejsc pracy, wykorzystanie mocy produkcyjnych jest wciąż niskie, utrzymują się ogromne deficyty - budżetowy i obrotów bieżących, zapasy przedsiębiorstw nie zwiększają się, wyrażając obawę właścicieli firm o trwałość wzrostu gospodarczego).
Patrząc na wykres wskaźnika Złoto/DJIA można dojść do wniosku, że znajdujemy się dopiero w początkowej fazie odwracania długookresowej tendencji. Generalnie można zaobserwować dwa rodzaje boomów w Stanach Zjednoczonych. Jeden pojawia się w okresach słabego dolara i dotyczy towarów. Natomiast silny dolar sprzyja dezinflacji, co przekłada się na zainteresowanie inwestycjami na rynkach finansowych i rozwój technologii.