Niekorzystne informacje z rynku pracy, mówiące o mniejszym od spodziewanego wzroście liczby etatów w USA, miały największy wpływ na przebieg ostatniej sesji mijającego tygodnia na światowych rynkach. Powróciły bowiem obawy, że gospodarka amerykańska nie będzie rosła w takim tempie, jak się oczekuje, a to skłoniło inwestorów na największych giełdach do pozbywania się akcji.

W Stanach Zjednoczonych w defensywie znalazły się przede wszystkim największe spółki, które pociągnęły w dół indeks Dow Jones Industrial Average. Do godz. 22.00 naszego czasu wskaźnik stracił 1,23%. Po czwartkowych wzrostach taniały m.in. akcje koncernów telekomunikacyjnych na czele z AT&T (przed południem akcje staniały o 4%) i SBC Communications (-3,8%). Dla pierwszej z tych spółek dodatkowym negatywnym impulsem był niekorzystny raport wydany przez analityków Deutsche Banku. Taniały też papiery koncernu motoryzacyjnego Ford (-2,5%), który przedstawił niekorzystną prognozę wyników w bieżącym roku. Dość dobrze radziły sobie natomiast spółki high-tech. Indeks Nasdaq Composite obniżył się do godz. 22.00 o 0,65%.

Złe wieści z USA utrwaliły też spadki na giełdach europejskich, gdzie w pierwszej kolejności spadały kursy tych firm, które działają na rynku amerykańskim. W grupie tej znaleźli się producenci samochodów - niemieckie BMW (-2,2%) i Volkswagen (-2,7%), francuski producent sprzętu elektronicznego - Thomson (-1,9%). Bardzo mocno, bo prawie o 8% spadł kurs akcji brytyjsko-holenderskiego koncernu naftowego Royal Dutch/Shell, gdy spółka poinformowała, że w ub.r. już trzeci rok z rzędu nie udało jej się znaleźć odpowiedniej liczby nowych złóż, które równoważyłyby poziom rocznego wydobycia. W ślad za rywalem podążył koncern BP (-2,1%). Czwartkowy wzrost kontynuował natomiast największy światowy producent telefonów komórkowych - fińska Nokia (+0,8%), która otrzymała rekomendację kupna od analityków Deutsche Banku. Londyński wskaźnik FT-SE 100 spadł w piątek o 0,62%, frankfurcki DAX obniżył się o 0,72%, a paryski CAC-40 stracił 0,5%.