Niemal od początku poniedziałkowej sesji śnieżyca utrudniała odbiór notowań. Otwarcie rynku nastąpiło nieco poniżej piątkowego zamknięcia. Była to reakcja na spadki za oceanem. W ciągu dwóch pierwszych godzin rynek osiągnął minimum - 1630 pkt. Od godziny 12.00 zaczęło się spokojne odrabianie strat. Coraz śmielej kupowano KGHM i PKN Orlen. Rynek zamknąłby się pewnie w okolicy 1665 pkt, gdyby nie spore zlecenie zakupu Pekao na końcowym fixingu, które nie natrafiło na podaż. W chwili pisania tego komentarza nie jestem w posiadaniu informacji tłumaczących 12-proc. wzrost kursu tego papieru. O ile więc nie pojawi się żadna przesłanka, należy to uznać za... wybryk natury. Na ostatnim fixingu zlecenie zakupu zaledwie 22 tysięcy sztuk spowodowało ten niebotyczny wzrost! Być może przyczyną jest zamieszanie związane ze śnieżycą, która w ostatnich 30 minutach sesji zatkała anteny satelitarne biur maklerskich w Warszawie. W każdym razie zamknięcie indeksu wypadło dzięki temu wysoko - 1688 pkt.
Pokuśmy się o przeliczenie. Udział Pekao w indeksie wynosi 12,7%. Przed zamknięciem było notowane z 2-proc. wzrostem. Urosło więc na fixingu dodatkowe 10%. Wszystko to po wymnożeniu daje około 21-punktowy wpływ na indeks. Gdyby nie zdarzenie, indeks zamknąłby się - 1667 pkt.
Zakładając, że to przypadek dochodzimy do wniosku, że dziś rynek będzie raczej kontynuował trend boczny. Obrót papierów wchodzących w skład WIG20 wyniósł 202 mln. Niemało to i nie za dużo. Niski wolumen towarzyszył przede wszystkim początkowi sesji, kiedy notowania spadały. To tłumaczy również jego wzrost w końcówce sesji. Duże znaczenie będzie miało teraz zachowanie rynków zagranicznych. Pamiętamy o porażce byków sprzed tygodnia. W ub. wtorek kupujący wyciągnęli w czasie sesji indeks ponad opór na 1700 pkt. I w tym momencie zabrakło gotówki. Nie najlepiej to świadczy, ich kondycji. Z drugiej strony, na rynku nie widać też dużej podaży. Wobec tego zakładam trend boczny z lekkim wskazaniem na byki.