Na warszawskiej giełdzie utrzymuje się optymizm, nowe środki napływają na rynek obligacji skarbowych, ale złoty, pomimo paru prób podejmowanych w poprzednim tygodniu, wcale się nie umacnia. Główną przyczyną jest obawa, że nowa RPP będzie zbyt ochoczo ciąć stopy procentowe. Przed RPP, której pełny skład poznamy w ciągu najbliższych paru tygodni, staną dwa zadania: po pierwsze, zapewnić ciągłość polityki pieniężnej (a więc potwierdzić, że nie następuje istotna zmiana średniookresowej strategii polityki monetarnej); po drugie, zdecydować, kiedy zakończyć cykl obniżek stóp procentowych. Nowa Rada prawdopodobnie nie zmieni decyzji poprzedniczki, dotyczących celu inflacyjnego na ten rok, ale już, na przykład, kwestia zarządzania rezerwą rewaluacyjną może okazać się atrakcyjnym tematem dla nowych członków RPP. Nie ulega wątpliwości, że stopień upolitycznienia nowej RPP będzie większy niż starej - Rada Krajowa SLD rekomendowała ostatnio Mariana Nogę, Stanisława Steca oraz Stanisława Owsiaka. Wybór przez Sejm Jana Czekaja, Mirosława Pietrewicza oraz Stanisława Nieckarza nie jest żadnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że pierwszy był już wybrany do RPP przez koalicję, a stosunek dwóch kolejnych do polityki poprzedniej RPP jest krytyczny.
Kandydaci do RPP odmieniają na różne sposoby słowa "obniżka stóp", "rezerwa rewaluacyjna" oraz "wspieranie polityki gospodarczej rządu". Biorąc nawet poprawkę na to, że kandydaci do nowej Rady starają się znaleźć uznanie w oczach posłów i senatorów, i dlatego prezentują bardziej radykalne poglądy na politykę pieniężną, niż w istocie będą skłonni akceptować jako członkowie RPP, nowa Rada będzie miała "gołębie" oblicze i będzie mówić zupełnie różnym językiem od ustępującej. Zwrot "niepewność co do polityki fiskalnej" zastąpi "brak zasadniczej presji inflacyjnej" a "ryzyko wzrostu inflacji" zostanie zastąpione przez "konieczność utrwalenia ożywienia gospodarczego". Komunikaty po pierwszych dwóch posiedzeniach nowej RPP w lutym i marcu będą równie interesujące dla uczestników rynku, jak te po pierwszej podwyżce stóp przez ustępującą RPP we wrześniu 1999 r.
Niewykluczone, że koalicja rządząca zechce nieco odpolitycznić nową RPP, wybierając z ramienia Senatu zamiast osób z klucza politycznego, jedną lub dwie osoby ze świata akademickiego, sympatyzujące z poglądami gospodarczymi koalicji. Dla rynku jednakże znacznie ciekawszym rozwiązaniem byłoby, gdyby jeden z kandydatów SLD z Senatu został zastąpiony powiedzmy przez Halinę Wasilewską-Trenkner, co byłoby wyborem neutralnym politycznie, i ułatwiłoby nowej RPP komunikację z Ministerstwem Finansów.
Co zrobi prezydent? Najprawdopodobniej poczeka, aby zobaczyć, jak "gołębi" będą członkowie RPP wybrani przez Senat 14 stycznia. Powołanie Edmunda Pietrzaka oraz Andrzeja Wojtyny (jeśli nie zostaną wybrani przez Senat) byłoby dobrym wyborem - ci członkowie RPP pełniliby rolę "jastrzębi" w nowej RPP, ale trzecia osoba musiałaby być zwolennikiem znacznie ostrzejszej polityki pieniężnej, aby zapewnić przeciwwagę dla licznego obozu "gołębi". Taka konfiguracja (z Haliną Wasilewską-Trenkner) zapewniałaby równowagę pomiędzy obozem "gołębi" i "jastrzębi", a prezes NBP mógłby wykorzystywać swój decydujący głos, aby zapobiec zbytniemu rozluźnieniu polityki pieniężnej. Rynek wie, że nowo wybrani członkowie RPP będą czuli się zobligowani do realizacji postulatów ugrupowań politycznych, które ich wybrały, i dlatego jedna lub dwie obniżki stóp w ciągu najbliższych miesięcy wydają się nieuniknione, ale w miarę upływu czasu (kadencja członka RPP trwa 6 lat) członkowie RPP będą coraz bardziej uniezależniać się od swych politycznych korzeni. Otoczenie rynkowe, ustawa o NBP oraz gwarancje niezależności członków RPP będą działać stabilizująco na decyzje nowej Rady.Stopy procentowe w Polsce nie spadną do zera z podobnych powodów, dla których minister finansów nie proponuje budżetu z deficytem w wysokości 15% PKB. Zbyt głębokie obniżki stóp byłyby nieskuteczne, bo długoterminowe stopy procentowe gwałtownie poszłyby w górę, a złoty osłabiłby się do poziomu powyżej 5 zł za euro. Te poziomy kursu wywołałyby już presję inflacyjną oraz zwiększyłyby obciążenia dla podmiotów zadłużonych w walutach obcych. Nie jest to scenariusz, który będzie się realizował, ale warto mieć go w pamięci, aby nie ulegać iluzji łatwego przyspieszenia wzrostu za pomocą niskich stóp procentowych.