Na rynkach niespokojnie jest od początku tygodnia. W sumie od ostatniego piątku złoty stracił na wartości ok. 10 gr w stosunku do euro i dolara. Wyprzedaż obligacji nabrała wczoraj tempa i w rezultacie rentowność znalazła się na najwyższym poziomie od ponad miesiąca.
Nastroje wyraźnie popsuły się we wtorek po południu, kiedy okazało się, że w tym roku waloryzacja rent i emerytur odbędzie się na starych zasadach. To - jak wcześniej informowaliśmy - oznacza okrojenie oszczędności na ten rok o 1,3 mld zł. W oczach inwestorów uzasadniło to obawy, że planu cięć wydatków budżetowych, który przez ekonomistów jest i tak uznawany za absolutne minimum tego, co trzeba zrobić, by uniknąć załamania finansów publicznych, nie uda się wprowadzić w całości. Przeszkodą mogą się stać zastrzeżenia zgłaszane przez partnerów społecznych, z którymi program jest konsultowany. Rząd ma przyjąć plan na posiedzeniu 27 stycznia. Wcześniej, 24 stycznia będzie on dyskutowany przez Radę Krajową SLD. Nie wiadomo, czy poprze ona plan w całości. Jednocześnie wicepremier Hausner zapowiedział, że nie podpisze się pod znacząco okrojonym programem. Do tego czasu może utrzymywać się nerwowość na rynkach.
Dodatkowo, po rynku krążyła pogłoska o dymisji wicepremiera Hausnera. Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej zdementowało ją dopiero przed 16.00. Na popołudnie zaplanowane było spotkanie premiera z wiceszefami SLD, poświęcone zmianom personalnym w rządzie.
Złoty "zdążył" zareagować na złe informacje już we wtorek, obligacje dyskontowały ją wczoraj. Po południu euro było najdroższe w historii. Kosztowało prawie 4,77 zł. Dolara wyceniano na 3,75 zł. Rentowność najbardziej płynnych obligacji pięcioletnich wzrosła do 6,76%.