Ostatni tydzień na zagranicznych rynkach przyniósł powrót zwyżek - objęły one zarówno giełdy amerykańskie, jak i większość rynków europejskich. Mimo przewagi popytu nie wszystkim indeksom udało się jednak przełamać lokalne maksima sprzed dwóch tygodni. Ciągle można mieć obawy co do trwałości zwyżki.

Na giełdach za oceanem cały czas panuje trend wzrostowy. Choć na razie nie pojawiły się sygnały sprzedaży, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że rynek jest już nieco zmęczony niemal dwumiesięcznymi, nieustannymi wzrostami. Wydaje się, że wkrótce powinna nastąpić realizacja zysków, która przyczyni się do rozpoczęcia korekty. Oczywiście nie należy od razu mówić o odwróceniu trendu, ale z uwagi na średnio- oraz długoterminowe wykupienie rynku, może ona okazać się stosunkowo silna. Pierwszym ostrzeżeniem o narastającej podaży będzie przełamanie przez S&P 500 linii krótkoterminowego trendu wzrostowego, a następnie spadek w okolice strefy wsparcia 1115-1122 punktów. Ciągle jednak brak jednoznacznych sygnałów odwrócenia tendencji wzrostowej, a teoretyczny zasięg obecnego impulsu można określić nawet na 1175 punktów.

W ciągu ostatniego tygodnia sytuacja na rynkach środkowoeuropejskich nie uległa zbyt dużej zmianie. Tym razem jednak relatywnie najsłabiej zachowywał się WIG, który już od dwóch tygodni stoi w miejscu, poniżej szczytu z przełomu sierpnia i września. Wyraźnie widać jest duże niezdecydowanie inwestorów, którzy ani nie kupują, ani też nie chcą sprzedawać akcji. Indeks porusza się obecnie w ramach krótkoterminowej konsolidacji i dopiero jej opuszczenie może zasugerować tendencję na kolejne sesje. Dwa pozostałe indeksy regionu zachowywały się tylko trochę silniej. Choć zarówno PX 50, jak i BUX zwyżkowały, to jednak skala wzrostu nie była oszołamiająca. W średnim horyzoncie inwestycyjnym ciągle bardziej prawdopodobna jest jednak kontynuacja trendu, w krótkim terminie stosunkowo trudno obecnie o prognozę. Wydaje się, że najbezpieczniej jest po prostu poczekać na konkretny sygnał ze strony rynku.