Jeśli patrzeć na nasz rynek przez pryzmat WIG20, to niewiele w jego zachowaniu w okresie minionych 5 miesięcy zaprzeczało hipotezie o dystrybucyjnym charakterze trendu bocznego, w którym indeks ten znajduje się od początku września. W takim ujęciu krajowy rynek akcji zwyżkując o ponad 60% do początku września ub.r. zdyskontował już całość dobrych wieści, których można spodziewać się w fazie cyklicznego ożywienia gospodarczego, a ostatni 5-miesięczny trend boczny należy porównywać z takimi trwającymi po ok. 20-tygodni fazami dystrybucji akcji jak I-V'2002, II-VII'2000 czy III-VII'1998. W ujęciu elliottowskim trwający od 20 listopada wzrost byłby zatem niepopularną wśród analityków technicznych piątką, ale zaledwie elementem (falą C fali b rozpoczętej w drugiej połowie września) rozbudowanej korekty, rozpoczętej 2 września. Oczywiście, jeśli patrzeć na indeksy obejmujące mniejsze spółki (WIG, MIDWIG, WIRR), rynek wygląda znacznie lepiej, co nieco osłabia powyższe tezy, ale taki wzrost spekulacyjnej aktywności (o krajowej zapewne proweniencji) na najmniejszych spółkach może być interpretowany jako sygnał świadczący o formowaniu się cyklicznego szczytu koniunktury. Nieco podobnie było w poprzednim cyklu, w którym spekulacyjna aktywność na rynku małych spółek utrzymała się nawet do lipca 2000 (WIRR), a nawet września 2000 (NIF!), pomimo ustanowienia przez główne indeksy szczytu hossy już w lutym-marcu.

Oczywiście, o tym czy teza o formowaniu się cyklicznego szczytu koniunktury na krajowym rynku akcji jest prawdziwa, przesądzi dalsze zachowanie rynków wschodzących jako całości. Warto zauważyć, że ostatni tygodniowy wzrost dolara (rozpoczęty 12 stycznia) zbiegł się w czasie z korektą nie tylko na złocie i innych surowcach (co zrozumiałe, wyceniane są właśnie w USD), ale również na wielu emerging markets. Wyglądało to tak, jak gdyby słabnący dolar odbierany był przez rynki jako dowód skuteczności "reflacyjnej" polityki władz finansowych USA, korzystnej dla produkujących nisko przetworzone surowce rynków wschodzących.