Reklama

Próchnik szuka pieniędzy

Najważniejszym problemem łódzkiego Próchnika jest brak środków obrotowych. Gdyby udało się go rozwiązać, to - jak ocenia zarząd - spółka mogłaby się pochwalić zdecydowanie lepszymi od notowanych do tej pory wynikami finansowymi. Rozmowy z bankami trwają.

Publikacja: 29.01.2004 07:42

Jako niezłe określa wyniki Próchnika w IV kwartale 2003 roku prezes firmy Katarzyna Suszanowicz. Deklaruje, że udało się zmniejszyć stratę. Po trzech kwartałach sięgała 1,88 mln zł, przy 4,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Spółce sprzyja m.in. mocne euro.

Trwa restrukturyzacja

Przedsiębiorstwo spłaciło większość przeterminowanych zobowiązań, wypełnia układ z wierzycielami, reguluje bieżące zobowiązania. Prezes Suszanowicz pytana o płynność, odpowiada: - Trwa restrukturyzacja. Cały czas zmniejszamy koszty, przede wszystkim ogólnego zarządu. Mamy problemy ze sprzedażą zbędnego majątku, więc staramy się go wynajmować. Wciąż jednak na wiele rzeczy nie możemy sobie pozwolić.

Firma zajmuje się szyciem ubrań (głównie płaszczy i kurtek), przede wszystkim z materiału dostarczanego jej przez kontrahentów. Nie może rozwinąć skrzydeł i zwiększyć produkcji, bo cierpi na brak środków obrotowych. Próbuje je pozyskać, rozmawiając z bankami lub innymi podmiotami, jak mówi prezes - niekoniecznie instytucjami finansowymi. - Pukamy wszędzie. Bierzemy pod uwagę wszelkie możliwości pozyskania finansowania, łącznie z wejściem do firmy inwestora. Na tym etapie rozmów mówienie o szczegółach byłoby jednak zdecydowanie przedwczesne. Rozmawiamy, oczywiście, z bankami, staramy się je przekonać do spółki. Z właścicielem rozmawiać nie możemy, bo go nie znamy (żaden akcjonariusz nie przekroczył progu 5% głosów na WZA - red.) - mówi prezes Suszanowicz. Przedsiębiorstwo starało się o pomoc publiczną. W I kwartale 2003 r. złożyło do ministerstwa skarbu wniosek w tej sprawie. Postępowanie zostało zawieszone - z braku środków w budżecie. O emisji akcji Próchnik nie myśli. - To kosztowne rozwiązanie - ocenia prezes.

Odbudowa firmy

Reklama
Reklama

Plan minimum na ten rok to dalsze ograniczanie strat. Prezes Suszanowicz jest przekonana, że przy obecnym poziomie kosztów pozyskanie środków obrotowych i co za tym idzie rozwinięcie produkcji sprawiłoby, że spółka mogłaby się pochwalić sporymi zyskami.

Firma chce rozbudować sieć sprzedaży. Niedawno otworzyła drugi sklep w Łodzi. Być może wkrótce powstanie placówka w Warszawie. - Mieliśmy kiedyś własne sklepy. Pozostała nam część ich wyposażenia. Dzięki temu nawet bez środków obrotowych możemy myśleć o uruchomieniu jeszcze ze dwóch obiektów - twierdzi prezes Próchnika. Przyznaje, że jedna z najbardziej znanych kiedyś i największych polskich firm odzieżowych budowana jest praktycznie od podstaw. - Tyle tylko, że inne przedsiębiorstwa buduje się od podstaw bez ogona dużych zobowiązań. My taki ogon mamy. Mimo to walczymy, aby ocalić miejsca pracy i przetrwać na rynku - mówi.

Spółka ma już gotową kolekcję na sezon wiosna - lato. Negocjuje też kolejne kontrakty z najważniejszym kontrahentem - niemieckim Hugo Boss. - Pozyskujemy też nowych klientów - deklaruje prezes Suszanowicz.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama