Jako niezłe określa wyniki Próchnika w IV kwartale 2003 roku prezes firmy Katarzyna Suszanowicz. Deklaruje, że udało się zmniejszyć stratę. Po trzech kwartałach sięgała 1,88 mln zł, przy 4,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Spółce sprzyja m.in. mocne euro.
Trwa restrukturyzacja
Przedsiębiorstwo spłaciło większość przeterminowanych zobowiązań, wypełnia układ z wierzycielami, reguluje bieżące zobowiązania. Prezes Suszanowicz pytana o płynność, odpowiada: - Trwa restrukturyzacja. Cały czas zmniejszamy koszty, przede wszystkim ogólnego zarządu. Mamy problemy ze sprzedażą zbędnego majątku, więc staramy się go wynajmować. Wciąż jednak na wiele rzeczy nie możemy sobie pozwolić.
Firma zajmuje się szyciem ubrań (głównie płaszczy i kurtek), przede wszystkim z materiału dostarczanego jej przez kontrahentów. Nie może rozwinąć skrzydeł i zwiększyć produkcji, bo cierpi na brak środków obrotowych. Próbuje je pozyskać, rozmawiając z bankami lub innymi podmiotami, jak mówi prezes - niekoniecznie instytucjami finansowymi. - Pukamy wszędzie. Bierzemy pod uwagę wszelkie możliwości pozyskania finansowania, łącznie z wejściem do firmy inwestora. Na tym etapie rozmów mówienie o szczegółach byłoby jednak zdecydowanie przedwczesne. Rozmawiamy, oczywiście, z bankami, staramy się je przekonać do spółki. Z właścicielem rozmawiać nie możemy, bo go nie znamy (żaden akcjonariusz nie przekroczył progu 5% głosów na WZA - red.) - mówi prezes Suszanowicz. Przedsiębiorstwo starało się o pomoc publiczną. W I kwartale 2003 r. złożyło do ministerstwa skarbu wniosek w tej sprawie. Postępowanie zostało zawieszone - z braku środków w budżecie. O emisji akcji Próchnik nie myśli. - To kosztowne rozwiązanie - ocenia prezes.
Odbudowa firmy