Piątkowe notowania przebiegały w spokojnej atmosferze. Indeks dużych spółek odbijał się po ostatnich spadkach. Cofnięcie podaży pozwoliło popytowi jeszcze przed południem doprowadzić do ponad 1-proc. wzrostu WIG20. Na więcej jednak już nie starczyło sił. W efekcie kolejne cztery godziny upłynęły pod znakiem trendu bocznego w przedziale 1624-1634 pkt. Tego stanu rzeczy nie potrafiła zmienić nawet silna przecena, jaka po godzinie 14.30 dotknęła europejskie parkiety. Być może rodzimi gracze założyli, że znacznie niższe dane o wzroście amerykańskiego PKB w czwartym kwartale pozostaną bez wpływu na zachowanie inwestorów na Wall Street. I dużo się chyba nie pomylili, ponieważ zarówno publikowany później indeks nastroju Uniwersytetu Michigan (103,8 pkt, wobec oczekiwanych 103,0 pkt), jak i Chicago PMI (65,9 pkt, przy prognozie 62,1 pkt) pozytywnie zaskoczyły rynek i zneutralizowały negatywny wpływ danych o PKB. Ostatecznie WIG20 zamknął się na poziomie 1631,99 pkt, do czego w największym stopniu przyczyniły się BRE, KGHM oraz PKN Orlen.
Na wykresie indeksu WIG20 została wyrysowana szpulka o białym korpusie. Nie zmienia ona w żaden sposób sytuacji technicznej. W dalszym ciągu, po wybiciu dołem z trzytygodniowej stabilizacji 1650-1695 pkt, krótkoterminową przewagę ma strona podażowa. Jej wynikiem powinien być ruch do 1550 pkt. Znajduje się tam 10-miesięczna linia trendu wzrostowego oraz górne ograniczenie kanału spadkowego, w jakim WIG20 poruszał się od września do grudnia ub.r. Tam też zapadnie decyzja, co dalej. Przełamanie opisywanego wsparcia na 1550 pkt otworzy niedźwiedzią drogę do 1320 pkt (61,8-proc. zniesienia całej hossy). Natomiast jej obrona stwarzać będzie szanse na kontynuację wzrostów.
Ostatnie pięć sesji to kolejny tydzień z grupy "niewykorzystanych szans". Tym razem nie popisały się byki. Zeszłotygodniowa biała świeca, wkraczająca w obręb górnych cieni dwóch spadających gwiazd, stwarzała idealna okazję na pokonanie ubiegłorocznych szczytów. Zabrakło jednak determinacji i efekt jest, jaki jest.