W styczniu wyszło na jaw, że wskutek nielegalnych transakcji dokonywanych przez czterech dealerów specjalizujących się w operacjach na rynku walut, National Australia Bank stracił 252 miliony dolarów australijskich (192 mln USD). To największa afera w historii australijskiego sektora finansowego, a - według prowadzących śledztwo - mogli być w nią zaangażowani również pracownicy firmy audytorskiej obsługującej NAB - PricewaterhouseCoopers. To prawdopodobnie główny powód rezygnacji Franka Cicutto. Ale nie jedyny. Obarczano go generalnie winą za słabe wyniki NAB. W czasie pięcioletniej prezesury Cicutto akcje wzrosły "tylko" o 20%, co jest najgorszym wynikiem wśród australijskich banków. Ponadto firma musiała dokonać odpisów w wysokości aż 2,2 mld USD na pokrycie strat amerykańskiego oddziału działającego na rynku hipotecznym. W 2003 r. NAB miał prawie najgorszy wynik pod względem zmiany kursu akcji wśród wszystkich 103 członków globalnego indeksu MSCI World Banks.
Na wieść o rezygnacji F. Cicutto, który jeszcze w ubiegłym tygodniu mówił, że zamierza pracować do końca swej wygasającej za trzy lata kadencji, akcje NAB zdrożały wczoraj o 1,5%. Ich kurs rośnie już od ubiegłego tygodnia, kiedy to bank z Melbourne sprzedał niektóre aktywa, informując, że będzie się koncentrował przede wszystkim na zarządzaniu aktywami i rozwijaniu działalności z zakresu bankowości detalicznej na rynku brytyjskim.
Następcą P. Cicutto będzie Brytyjczyk - John Stewart, były członek zarządu banku Barclays, kierujący do tej pory działalnością NAB w Europie. Jest to pierwszy cudzoziemiec, który stanie na czele liczącego 145 lat australijskiego banku.