Projekt Komisji Europejskiej zakłada dwa warianty. Każda giełdowa spółka zarejestrowana na terenie Unii Europejskiej będzie musiała najpóźniej po siedmiu latach zmieniać audytora lub też po upływie pięciu lat zmieniać główną osobę odpowiedzialną z ramienia firmy audytorskiej za ocenę spółki.
Bruksela rozważa też dalsze kroki. Chciałaby, aby firmy audytorskie spoza Unii Europejskiej wynajęte przez poszczególne spółki rejestrowały się w komisjach nadzorujących rynek kapitałowy w krajach członkowskich. Podobny przepis wprowadzono niedawno w Stanach Zjednoczonych na fali zmian związanych z ustawą Sarbanesa-Oxley?a, którą wprowadzono w życie po aferach księgowych w tamtejszych spółkach (np. Enronie czy WorldComie).
Przeciwko propozycjom Komisji Europejskiej zdecydowanie opowiadają się największe światowe firmy audytorskie, należącego do tzw. Wielkiej Czwórki - PricewaterhouseCoopers, Deloitte, Ernst & Young, KPMG. To zrozumiałe. Wymóg zmiany audytora dla spółek z UE grozi im utratą części rynku na rzecz mniejszych konkurentów. Argumentują, że dobre poznanie rachunków firmy wymaga czasu i nowi audytorzy przez co najmniej pierwsze dwa lata obsługiwania spółki mogą mieć problemy z wykryciem ewentualnych nieprawidłowości. Jako przykład podają też rynek włoski. W tym kraju, jako jedynym z UE, działał już rotacyjny system wyboru audytora, ale nie zapobiegło to aferze księgowej w Parmalacie. Komisja Europejska jest innego zdania. Uważa, że "świeże spojrzenie" na rachunki firmy może tylko sprzyjać wykrywaniu potencjalnych przestępstw.
Od projektu nowych przepisów złożonego przez Komisję do ich wejścia w życie jest jeszcze daleka droga. Muszą one zyskać akceptację wszystkich krajów członkowskich UE a także aprobatę Parlamentu Europejskiego.
Na razie poza Włochami, które stosują audyt rotacyjny, przepisy podobne jak w projekcie stosowane są też w Wielkiej Brytanii i Szwecji, gdzie firmy audytorskie cyklicznie muszą zmieniać przedstawiciela odpowiedzialnego za ocenę danej spółki.