Transakcje na NYSE odbywają się wciąż w ogromnej większości tradycyjną drogą aukcyjną (tzw. open-outcry). Zaledwie 10% operacji to zlecenia elektroniczne realizowane z pominięciem tzw. specjalistów - traderów finalizujących transakcje na parkiecie. Dotychczasowy system nie wytrzymuje jednak konkurencji z takimi elektronicznymi rynkami, jak np. Nasdaq. Także wielcy inwestorzy instytucjonalni wraz ze spółkami notowanymi na NYSE głośno domagają się większej elastyczności w prowadzeniu operacji.
Jak poinformował na konferencji prasowej dyrektor generalny tej największej giełdy świata - John Thain - giełda zniesie wkrótce dwa ograniczenia dotyczące prowadzenia transakcji. Ma to być pierwszy krok zmierzający do stopniowego przejścia na system elektroniczny. Zgodnie z decyzją NYSE, przestanie obowiązywać wymóg, aby dwa kolejne zlecenia składane przez ten sam podmiot musiały być rozdzielone 30-sekundową przerwą. Drugi przepis, który zostanie zniesiony, dotyczy ograniczenia transakcji do pakietu maksymalnie 1099 akcji. Obie zmiany mają przyspieszyć realizację zleceń na parkiecie NYSE. Zapobiegną też spiętrzaniu się zleceń w najbardziej gorących momentach sesji. Thain oczekuje także, że system elektronicznych notowań NYSE - Direct+ - będzie obsługiwać więcej niż dotychczasowe 10% transakcji.
Spółki, które nadal będą notowane w trybie tradycyjnym, będą mogły zmienić traderów co 3 miesiące, a nie - jak dotychczas - co 12 miesięcy.
Reformy musi zatwierdzić Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Nie powinno z tym być problemu. Władze nadzorcze od dłuższego czasu naciskają na NYSE, żeby wprowadziła radykalne zmiany. Zmierzają one do rozbicia monopolu nowojorskiej giełdy, która wciąż kontroluje 80% obrotów akcjami wszystkich notowanych na niej spółek.