Projekt ustawy ma umożliwić legalną sprzedaż produktów wytworzonych przez rolników (jaja, ser, mięso itp.) bezpośrednio konsumentom. Ma to służyć rozwojowi agroturystyki, a także polepszeniu jakości sprzedawanych produktów np. na bazarach. Podstawowa różnica między takim drobnym wytwórcą a dużym zakładem przetwórczym to mniejsze restrykcje weterynaryjne, jeśli chodzi o produkcję.
Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa jest zaniepokojony projektem ustawy. Jego przedstawiciele uważają, że w wyniku niekonsekwencji w stosowanym nazewnictwie sprzedaż bezpośrednia została pomieszana ze sprzedażą detaliczną.
- Jeden z zapisów w ustawie umożliwia sklepom wielkopowierzchniowym bezpośredni zakup mięsa od rolników i ich odsprzedaż. To godzi w interesy zakładów zajmujących się rozbiorem mięsa - powiedział Stanisław Zięba, sekretarz PZPEiIM. - Sieci marketów, które do tej pory zajmują się rozbiorem, chcąc to dalej robić po wejściu Polski do Unii Europejskiej, muszą spełniać takie same standardy, jak zakłady mięsne. Nowa ustawa pozwoli im to obejść i zaoszczędzić na wydatkach - dodał S. Zięba.
Przypomniał, że tylko w 2003 r. inwestycje w przemyśle mięsnym na dostosowanie do wymogów unijnych wyniosły 1,3 mld zł. W dużej były to kredyty dotowane przez budżet państwa.
W Polsce jest 271 super- i hipermarketów, które dzięki tym przepisom będą mogły przerabiać i sprzedawać połowę mięsa w Polsce. Pozwolą na to limity zaproponowane w powstającej ustawie - To może "rozłożyć" wiele nowoczesnych zakładów zajmujących się przetwórstwem i ubojem - powiedział S. Zięba. Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii, zgadza się ze stanowiskiem PZPEiIM. - Sprzedaż bezpośrednia powinna pomagać drobnym producentom, a nie działom mięsnym hipermarketów - mówi. Jerzy Majchrzak, dyrektor biura zarządu Sokołowa, twierdzi, że aby polskie firmy mięsne przetrwały unijną konkurencję, muszą być jasno sformułowane zasady prowadzenia działalności. - Te same standardy sanitarne powinny obowiązywać i rolników, i duże zakłady.