9 lutego Rada Doradców Ekonomicznych Białego Domu opublikowała prognozę, z której wynikało, że jeszcze w tym roku amerykańska gospodarka utworzy 2,6 milionów miejsc pracy. Raport wysłano do Kongresu z prezydenckim podpisem.
Przewidywania te można zaliczyć bardziej do political fiction, niż do racjonalnych prognoz makroekonomicznych. Po pierwsze dlatego, że najnowszy raport biura prezydenta miał służyć przede wszystkim kampanii wyborczej, po drugie zaś, ponieważ nawet niezależni ekonomiści rozmijali się ostatnio z rzeczywistością, prognozując rozwój sytuacji na rynku pracy.
Rok temu Biały Dom w prognozie gospodarczej przewidywał powstanie 1,7 miliona nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych. Jednak według oficjalnych danych Departamentu Pracy, etatów zamiast przybyć - ubyło.
Po kilku dniach prezydent George W. Bush zdystansował się od raportu swoich doradców, obawiając się, że kolejna niedotrzymana obietnica da politycznym przeciwnikom prezydenta dodatkowy oręż w walce o drugą kadencję w Białym Domu. Członkowie gabinetu John Snow oraz Donald Evans (pierwszy od skarbu, drugi od handlu) także nie potwierdzili prognozy. Sekretarz prasowy Busha, Scott McClellan bagatelizował raport, twierdząc, że jest to tylko dokonywana regularnie analiza bazująca na dostępnych w danym momencie danych makroekonomicznych.
Wpadka goni wpadkę