Notowania na rynku naftowym ustabilizowały się w poniedziałek, po niewielkim spadku w piątek, wywołanym nadziejami na dalszy wzrost zapasów paliw płynnych w Stanach Zjednoczonych. Wśród ekspertów przeważał pogląd, że rezerwy ropy oraz jej przetworów będą tam wystarczające, aby pokryć popyt do końca sezonu zimowego. Optymizm zwiększyły prognozy meteorologiczne, zgodnie z którymi temperatura w Nowym Jorku ma wzrosnąć w tym tygodniu do 10 stopni, tj. znacznie powyżej normalnego poziomu. To zaś ograniczyłoby znacznie zużycie oleju opałowego.
Za niższymi niż do tej pory notowaniami ropy naftowej przemawiał też fakt, że państwa członkowskie OPEC przekraczają znacznie uzgodnione limity wydobycia. W styczniu dostawy tego surowca były większe niż zapowiadano o 1,55 mln baryłek dziennie, a - zdaniem firmy doradczej PetroLogistics - podobnie będzie również w bieżącym miesiącu.
W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w kwietniu płacono wczoraj po południu 30,96 USD, wobec 30,69 USD w końcu sesji piątkowej.
Cena złota poszła w górę w związku z osłabieniem dolara wobec euro. Na nowojorskim rynku Comex kruszec ten z dostawą w kwietniu zdrożał o 1,80 USD, do 399,80 USD za uncję. Uczestnicy rynku brali jednak pod uwagę ewentualną interwencję Europejskiego Banku Centralnego, która miałaby zahamować nadmierną aprecjację wspólnej waluty. W takim wypadku złoto mogłoby stanieć. Impuls do tego rodzaju rozważań dała wypowiedź z końca zeszłego tygodnia członka rady EBC Klausa Liebschera, który nie wykluczył interwencyjnej sprzedaży euro.
Notowania miedzi wahały się w stosunkowo wąskim przedziale. Na Londyńskiej Giełdzie Metali cena tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych spadła po południu do 2856 USD za tonę, z 2874 USD, tj. najwyższego poziomu od ośmiu lat, w końcu zeszłego tygodnia. Tymczasem na nowojorskim rynku Comex miedź zdrożała, do czego przyczynił się niższy kurs dolara do euro.